facebook

Testujemy

Ocena użytkowników: 4 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Oculus Rift, HTC Vive, Samsung Gear VR… Okularów VR i AR do PC lub smartfonów mnoży się coraz więcej. Ale jeszcze nikt (przynajmniej z dostępnych w Polsce produktów) nie wpadł na pomysł, aby wykonać je ze sklejki. Czy pierwszy drewniany polski headset VR do smartfonów to udany produkt?

 

Pewnie kojarzycie najpopularniejsze podstawowe gogle VR do telefonów, czyli Google Cardboard i jego liczne klony. To kartonowe pudełka z magnesem, soczewkami i opcjonalnie opaskami do mocowania czy tagami nfc. Idea jest taka, że wkładamy smartfon do środka, gogle rozdzielają nieco zmieniony perspektywą obraz po połowie dla każdego oka (stąd efekt 3D) i wyostrzają go do odpowiedniego poziomu. Czujniki wyłapują nasze ruchy głową, więc można się rozglądać, inne interakcje nawiązujemy prze gamepada czy np. magnesy. Cały efekt polega na tym aby było wygodnie, bez efektu „tunelu” (oddalenie całego obrazu i niewielki kąt widzenia), ostro i z dobrym „zagłębieniem się” w wirtualny świat.

 

Kolejny wariant eko

O ile drogie plastikowe lub wykonane z plexi propozycje urządzeń są mało ekologiczne, to takie kartonowe spokojnie nie zagrażają środowisku naturalnemu, ale są mało wytrzymałe. Można zabezpieczyć karton, użyć surowców lepszej jakości itp. ale to zawsze tylko pochodna papieru. Sklejka jest relatywnie tania, znacznie wytrzymalsza i również proekologiczna. Upadki na podłogę nie stanowią problemu dla Weebo3D, ciężko je zniszczyć przy normalnym użytkowaniu (producent chwali się, że można nawet stanąć na nim jedną nogą i nie pęknie czy nie rozklei się, ale oczywiście zależnie od wagi osoby zainteresowanej tym testem wytrzymałości). Malowanie ciemną farbą nie jest na tyle inwazyjne, aby zatrzeć fakturę drewna, efekt może się podobać lubiącym takie smaczki wizualne. Co ważne Weebo3D jest w całości produkowane i zaprojektowane w Polsce (poza jak mniemam sprowadzanymi z Chin soczewkami, ale większość konkurencji też tak robi). Konstrukcja jest całkiem dobra, ale ciekaw jestem czy w ogóle się przyjmie. W końcu sklejka w okularach VR to egzotyka, która nie każdego musi przekonać. Osobiście (przy odpowiedniej wycenie) wolałbym drewno od kartonu (chociaż i tak wszystko zależy od ogólnego projektu, a nie tylko materiału), ale mimo wszystko skłaniam się w stronę materiałów syntetycznych. Bardzo miłym gestem jest możliwość pewnego customizowania Weebo3D przez producenta. Oferuje możliwość zamówienia innego malowania czy delikatnie zmienionych wymiarów urządzenia pod konkretny model telefonu.

 

Obraz nie bez wad

Nie sposób kosztującego 50 zł Weebo3D porównywać do wielokrotnie przewyższającego go ceną Samsunga Gear VR, czy innych drogich headsetów, ale generowany za pośrednictwem gogli obraz nie jest idealny. Ma bardzo duży kąt widzenia i głębię doznań. Obiekty zdają się wychodzić z prezentowanej wirtualnej rzeczywistości. W końcu soczewki to rekordowo duże konstrukcje o średnicy aż 37 mm. Wiele podobnych rozwiązań może i ma duże pole widzenia, ale często nieco mniejsze niż Weebo3D. Problemem jest ostrość, a raczej jej spore braki, które psują cały efekt. Tak duże soczewki, jeśli nie są bardzo starannie wykonane (czy z regulacją rozstawu dopasowanym do oddalenia od siebie naszych oczu) rozmazują obraz, kiedy nie będziemy się patrzeć minimalnie w ich środek. Wymiary trzeba było uśrednić, więc wielu użytkowników odczuje bardziej problem niż inni i ciężko uzyskać idealny efekt. Dodatkowym minusem jest mała głębokość wcięcia na nos, dla wielu zbyt mała, aby i w pionie ustawić oczy na środku. Oczywiście wszystko rozbija się o to, jakie macie wymiary twarzy, więc nie każdy musi od razu nastawić Weebo3D na straty, jednak konkurencja wydaje się o wiele bardziej uniwersalna. Odejmując nieidealne założenie gogoli, to i tak pewne niewielkie rozmycie występuje, a szczególnie duże zniekształcenia obrazu widzimy po bokach. Wszystko to skłania do przemyśleń, że wcięcie na nos powinno być większe, a soczewki najpewniej nieco mniejsze. Głębia i tak będzie bardzo duża, ciągle w czołówce, a ostrość sporo na tym zyska.

 

Ergonomia

Zacznijmy od tego, że Weebo3D opiera się na dwóch wersjach. Jedna przeznaczona jest dla standardowych telefonów z ekranem około 5” (o rozmiarze obudowy do 139 mm na 79 mm), a Weebo3D BIG stanowi rozwiązanie dla phabletów pokroju linii Samsung Galaxy Note. Jak już wcześniej mogliście przeczytać wygoda zależy od waszego kształtu czaszki, rozstawu oczu itp. Dla jednych jest w miarę ok, a dla innych sprawi wrażenie lekkiej machiny tortur i wklejone gąbki wiele nie pomagają. Cóż, może trochę przesadzam, nawet bardzo, ale zdecydowanie niektóre elementy trzeba przeprojektować na inne wymiary, aby zbliżyć się do podobnych wygodniejszych gogli VR. Mając mniejszą twarz dużo łatwiej o pozytywne doznania. Załączona guma mimo średniego wyglądu bardzo dobrze sprawdza się przy swoim zadaniu i pewnie mocuje headset do głowy. Czasem mogą wystąpić problemy z dokładnym mocowaniem telefonu, ale nie ma tragedii, wystarczy dłużej i dokładniej zabrać się do tej czynności. Samo umieszczenie smartfonu sprowadza się do wyjęcia tacki (która jest lekko zabezpieczona magnesem, co dodatkowo przeciwdziała niekontrolowanemu wysunięciu elementu), dokładnemu wycentrowaniu go względem przedzielenia na oczy i zamknięciu konstrukcji. Czasem podczas ostatniej fazy telefon może się delikatnie przesunąć, więc należy uważać.

W zestawie dostajemy, tak jak w oryginalnym Google Cardbordzie, magnes po lewej stronie. Klikanie obsługuje polecenia w części aplikacji, ale nie każdy telefon „czyta” takie manewry. Osobiście najwięcej testowałem Weebo3D na przykładzie HTC One M7, który ładnie łapie kliki magnesu od części innych headsetów. Niestety Weebo3D do nich nie należy. Inna sprawa, że oficjalnie M7 nie jest zgodny z magnesem Google Cardboarda, więc nie każdy wzorowany na nim produkt musi z nim dobrze współpracować. Kolejnym dodatkiem są wycięcia po lewej i prawej stronie, przez które podłączymy np. słuchawki albo kabel ładowarki do naszego telefonu (no chyba, że mamy bardzo rzadko spotykane rozwiązanie z gniazdem USB na boku). Najmniej używanym przez konsumentów bajerem (ale praktycznie nie wpływającym na cenę) jest tag NFC. Dzięki niemu można ustawić np. automatyczne uruchomienie wybranej aplikacji po włożeniu smartfonu do headsetu.

 

Grzechy wieku dziecięcego

Weebo3D to całkowicie nowy produkt i nasze sample pochodziły z pierwszej partii. Producent będzie stopniowo ulepszał konstrukcję, bardzo liczy na odzew swoich klientów i wszystkie uwagi. Nie mogę z czystym sumieniem polecić gogli z racji niedopracowanej dla każdego ergonomii i postawienia wyłącznie na pole widzenia a nie kompromis z lepszą ostrością. Skłaniam się ku poczekaniu jeszcze chwilę i zaopatrzeniu się w Weebo3D po kilku usprawnieniach, albo wyborze czegoś innego, jeśli macie ciśnienie na liźnięcie smartfonowego VR już teraz. Jestem pewien, że produkt będzie rozwijany i to nie tylko puste slogany, bo już doczekał się jednej zmiany na plus (wycięcia na kable początkowo były tylko po jednej stronie). Ważne, na ile się poprawi i kiedy to nastąpi. Najlepiej sprawdzać informacje od producenta na www.weebo3d.pl i odzew w jego kanałach dystrybucji. Na StrefieGracza również zamierzamy śledzić rozwój headsetu, bo zapowiada się, że wyrośnie na niedrogi i całkiem ciekawy headset VR, ale czas pokaże.

Jan Domański