facebook

Recenzujemy

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Divinity: Original Sin zaskoczyło wielu graczy. Znaczna część z nich okrzyknęła tytuł studia Larian najlepszym RPG-iem (częściowo) ufundowanym na platformie Kickstarter, mimo że więcej oczekiwano po Pillars of Eternity czy Wasteland 2. Czy słusznie, czy nie, pozostawiamy to Waszej ocenie, ale Belgowie po odniesieniu dużego sukcesu odnieśli… jeszcze większy, wydając kontynuację – lepszą i większą pod każdym względem. Rzecz upraszczając oczywiście – po szczegóły zapraszamy do recenzji.

Mimo że Divinity: Original Sin II wyszło w połowie września ubiegłego roku, to dopiero teraz  – po wydaniu oczekiwanego przez wielu oficjalnego spolszczenia – wielu rodzimych graczy z chęcią sięgnie po tytuł. W końcu co jak co, ale to właśnie gry z gatunku RPG tych polonizacji potrzebują z reguły najbardziej. I jest to doskonała okazja, by przybliżyć ten tytuł, czy rzeczywiście jest niemal tak idealny, jak go malują na całym świecie i czy zasłużył sobie tak na duży sukces (także finansowy).

Nie-boska fabuła

Scenariusz, delikatnie rzecz ujmując, był najsłabszym ogniwem poprzedniej części. Był niczym grafomańskie wypociny podrzędnego pisarzyny (bez obrazy dla scenarzystów z Larian, ale tak niestety było). Fabuła zupełnie nie wciągała, wtórność poganiała wtórność, a kompletny chaos w narracji, a i często głupota rozwiązań po prostu sprawiały, że nie chciało się grać (na szczęście chciało się w to grać z wielu innych powodów). Dialogi były rozwleczone, „puste”, bez głębii i tak naprawdę ratowały je jedynie niektóre nieco zabawniejsze teksty (humor lekki, szyty na miarę serii Fable). Tytuł ten nie miał startu do konkurencji, ale gdy przymknęliśmy oko na fabułę, można było spokojnie cieszyć się całkiem udanym RPG-iem, pod niektórymi względami nawet bardzo udanym.

Ale ja nie o „jedynce” miałem pisać. Na szczęście Larian Studios wzięło sobie do serca uwagi graczy i poprawili się, i to znacząco, w tej materii, a do napisania niektórych rzeczy zatrudnili m.in. Chrisa Avellone’a, dla wielu fanów bożyszcza wśród deweloperów. Divinity: Original Sin II nie tylko ma ciekawszą, głębszą, a i mroczniejszą fabułę, ale też więcej i bez porównania lepiej napisanych towarzyszy. W dodatku nie tylko to się lepiej czyta, ale też i słucha, bo studio postanowiło… nagrać wszystkie głosy! O takim progresie marzyli wszyscy fani tak gatunku, jak i (niekoniecznie) wcześniejszej gry. Początek może nie jest szczególnie porywający i a nawet podobny (znowu morderstwo!), choć niewątpliwie więcej się dzieje od pierwszych minut, wszak jesteśmy rzuceni wręcz od razu w wir akcji i lądujemy na okręcie na pełnym morzu, a następnie w Forcie Radość, z którego, jak to z więzienia, musimy uciec.

Nie jest to kontynuacja bezpośrednia, gdyż akcji omawianej produkcji rozgrywa się aż ok. tysiąc lat po wydarzeniach przedstawiony w pierwszym Grzechu Pierworodnym, a wcielamy się w postać nie Łowcy, lecz samego przedstawiciela Mocy. A i wybór tej postaci jest znacznie bardziej zróżnicowany, bo nie jest już nim wyłącznie człowiek, bowiem przebieramy w kilku rasach: elfach, krasnoludach, nieumarłych czy jaszczurach! Co więcej, nie tylko nie musimy tworzyć własnej postaci o statystykach, jakich tylko nasza dusza zapragnie, ale także możemy zacząć grać jako konkretna postać, o konkretnym imieniu, konkretnej historii, z własnym wątkiem fabularnym (te postacie można dołączyć potem w trakcie rozgrywki jako towarzyszy, co też nieco zmienia rozgrywkę).

A jak komuś nie wystarcza kampania fabularna, to może ją rozegrać, podobnie jak w części pierwszej, w kooperacji (aż dla czterech graczy!) czy pobawić się na arenie. A nie będę wspominał, że sama historia to dobre kilkadziesiąt godzin grania… Brawo.

Magiczna mechanika

Mechanika w pierwszej części była świetna, jak na prawdziwego przedstawiciela gatunku komputerowych RPG przystało. Sporo statystyk mających przełożenie na rozgrywkę, dużo umiejętności i taktyczna, wymagająca walka z użyciem otoczenia i zabawą żywiołami. Choć ogólnie Divinity: Original Sin podobało mi się wyraźnie mniej niż konkurencyjne w tamtym czasie Pillars of Eternity i Wasteland 2, to starcia były zdecydowanie najciekawsze (choć na dłuższą metę nieco męczące z powodu monotonności w ostatnim akcie czy po prostu rozgrywające się w zbyt ślimaczym tempie, co troszkę występuje także i tutaj, niestety). W „dwójce” mamy rozwinięcie tego i jest tak samo dobrze, jeśli nie lepiej. Wbrew pozorom zaszły jednak pewne zmiany, choćby większe znaczenia ma wartość pancerza, który dostał nowe współczynniki, mające niebagatelne znaczenia dla podejścia do walki. Czasem jest więc jeszcze bardziej taktycznie przy zachowaniu wcześniejszych zalet!

Czym byłby RPG bez wpływu umiejętności i statystyk na dialogi i przebieg zadań. Tutaj nasze wybory mają znaczenie, są linijki dialogowe, które pozwolą nam ominąć jakieś starcie. Zresztą pełno jest tutaj zadań, które możemy rozwiązać na parę sposobów. To lubię w tym gatunku. Pole rozwoju postaci jest spore, swoboda działania nie mniejsza. Rozmaite możliwości zarówno w walce dosłownej, jak i na słowa dają obraz gry niemalże doskonałej. Czego chcieć więcej?

O, jak ładnie!

W Divinity: Original Sin II nie tylko dobrze się się czyta (i słucha), nie tylko dobrze się gra, ale też jest na co popatrzeć! Gra nawiązuje do klasyków gatunku opartych na rzucie izometrycznym. Tutaj jest pełny trójwymiar z możliwością przybliżania i obracania kamery, więc nie jest tak hermetyczne jak np. Pillars of Eternity, co ma swoje plusy i minusy, w zależności od upodobań gracza. Sam klimat jest znakomity – od bajkowych po bardziej mroczne lokacje, których mi trochę brakowało w pierwszej części. Ich wygląd zresztą jest dopasowany do tonu historii, który nie jest tak infantylny jak ostatnio, co mnie osobiście bardzo cieszy.

Sama grafika może nie jest ogromnym przeskokiem jakościowym, ale mimo wszystko jest bardziej szczegółowo, a co za tym idzie – po prostu ładniej. Gra potrafi być także efektowna, a wszelkie rozbłyski i efekty czarów podczas walki potrafią zrobić wrażenie. Przy czym nie jest aż tak wymagająca sprzętowo i można spokojnie popykać na słabszym komputerze lub – za parę miesięcy – także na konsolach obecnej generacji.

Wspomniałem już o nagranych dialogach i trzeba przyznać, że odwalono kawał dobrej roboty. W moim odczuciu nie było to niezbędne, bo sam jestem od lat przyzwyczajony do „czytanych” RPG-ów, bo się na nich wychowałem, ale miło posłuchać dialogi, a nie tylko je czytać. Ale rozumiem, Larian Studios chciało poszerzyć grupę odbiorców i patrząc na sukces, udało się i tym krokiem poszło również Obsidian w Pillars of Eternity II: Deadfire. Z kolei muzyka nie wypada gorzej – jest bardzo przyjemna dla ucha i oddaje ducha i magię Rivellonu.

RPG doskonały? Tak!

Divinity: Original Sin II to bez wątpienia jeden z najlepszych klasycznych RPG-ów ostatnich lat. Śmiało można postawić go obok takich tuzów, jak Baldur’s Gate, Planescape: Torment czy KotOR. Właściwie udało się poprawić wszystko to, co według mnie kulało w poprzedniczce, a przede wszystkim zaciekawić fabułą, która może nie jest wybitna, ale zdecydowanie sprawniej napisana i lepiej przedstawiona, a dla mnie to istotny element w grach, może nawet najistotniejszy.

Trudno pisać o wielkich wadach, bo są one raczej malutkie. Co prawda jest już grubo ponad pół roku po premierze, więc sporo błędów np. z zadaniami poprawiono, ale wciąż można coś poprawić, np. dziennik (ponoć ma być czytelniejszy i dokładniejszy w wersjach konsolowych, prawdopodobnie też na PC, bo zapowiedziano na wszystkie platformy edycję Definitive) czy balans starć. Ale nie jest to nic, co wpływa na ocenę, bo jeśli chodzi o całokształt, mamy do czynienia z tytułem kompletnym. Larian Studios ustawiło dużą poprzeczkę dla konkurencji, w tym dla Pillars of Eternity II, którego recenzję będziecie mogli przeczytać na naszych łamach już wkrótce. Brać i grać! Od 20 kwietnia jest dostępny z polskimi napisami, więc jeśli ich brak był dla kogoś przeszkodą, to już nie jest.

Gra Divinity: Original Sin II została zrecenzowana dzięki uprzejmości platformy GOG.com