facebook

Recenzujemy

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Pillars of Eternity II: Deadfire to zdecydowanie jedna z najbardziej oczekiwanych gier 2018 roku, nie tylko w swoim gatunku. Pierwsza część okazała się sporym sukcesem i znalazła się w czołówce najlepiej ocenianych produkcji ufundowanych na platformie Kickstarter. Nic zatem dziwnego, że studio Obsidian Entertainment kuje żelazo, póki gorące i po przeszło dwóch latach od wydania dodatku White March II nadchodzi prawowity sequel.

W nasze ręce trafiła beta, z której podzielimy się na szybko pierwszymi wrażeniami tuż przed premierą finalnego wydania Pillars of Eternity II, zaplanowaną na 8 maja. Choć wczesna wersja RPG-a studia Obsidian Entertainment wyszła już dobre pół roku temu, to doczekała się kilku znaczących aktualizacji dodających oczekiwane nowości, zwłaszcza morską eksplorację, włącznie z możliwością dokonania abordażu rodem z tytułów o pirackiej tematyce.

Jako że to beta, w której producent nie chce zdradzać zbyt wiele na temat fabuły, to również nie mam zamiaru ujawniać zbyt wiele – więcej temu poświęcę w pełnoprawnej recenzji. Dodam tylko, że ponownie wcielimy się w Widzącego, a akcja gry rozegra się po wydarzeniach z „jedynki”. Celem będzie odnalezienie boga Eothasa, który zniszczył warownię Caed Nua i omal nie zabił naszego bohatera. Aby go osiągnąć, odwiedzimy egzotyczny Archipelag Martwego Ognia oraz znajdujące się tam wysepki i ich plemienia. Sam wątek rozpoczyna się od szóstego poziomu doświadczenia, od poszukiwań Vailiańskiej Kompanii Handlowej, która zaginęła z niewiadomego powodu w ruinach Poko Kohary na wysepce Tikawara. Rolę czterech (nie pięciu, jak w „jedynce”) towarzyszy odgrywają niestety zwykli najemnicy, ale w pełnej wersji dołączymy do swojej grupy śmiałków zarówno znane (np. Pallaginę czy Alotha), jak i nowe twarze (m.in. Xoti, Tekēhu).

Pierwsze, co rzuca się w oczy po uruchomieniu Pillars of Eternity II, to klimat, tak odmienny od mroźnego z dodatków White March oraz dość typowego fantasy z podstawki. Jest to miła odmiana, bo nie dostaliśmy za każdym razem tego samego. Obsidian zresztą znany jest z podobnych zmian, ot chociażby w Neverwinter Nights 2 i dodatkach doń. Zresztą pod niejednym względem Pillars of Eternity II: Deadfire przypomina mi najmniej lubianą grę od tego producenta – dodatek Gniew Zehira… ale spokojnie, tym razem robi to znacznie lepiej! Tyczy się to przede wszystkim interaktywnej mapy, tak na lądzie, jak i na otwartym morzu. Nie polubiłem tego rozwiązania w Gniewie Zehira, ale tutaj jest znacznie lepszy potencjał. Oczywiście nie zabraknie podczas eksploracji rozmaitych wydarzeń, pomniejszych podlokacji do odwiedzenia i walk z przeciwnikami. O ile na lądzie nie jest to szczególnie ekscytujące, gra nabiera rumieńców na otwartej wodzie, bo przypomina legendarne Sid Meier’s Pirates! I wiąże się z tym kolejna nowość – starcia morskie. Odbywają się one w ramach interaktywnych scenek dobrze znanych z „jedynki” i na zmianę z przeciwnikiem decydujemy o np. położeniu naszego okrętu lub ostrzale wroga. Jeśli odpowiednio się do niego zbliżymy, możliwe będzie dokonanie abordażu, który jest niczym innym, jak zazwyczaj krótkim starciem na stykających się ze sobą okrętach. Po wygraniu można zagarnąć łup i podzielić się nim z kamratami. W tym elemencie dochodzą jeszcze inne czynniki, jak możliwość ulepszania statku, system załogi, do której przydzielamy odpowiednich członków, o którą musimy dbać, co by nie spadły morale itp. Jak na RPG-a, zostało to dość rozbudowane i kontynuacja Pillars of Eternity nie ma się czego wstydzić nawet względem pirackich tytułów, z Pirates! i Sea Dogs na czele.

Jeśli chodzi o system tworzenia postaci, jej ulepszania oraz mechanikę walki, to mamy do czynienia z „więcej tego samego”, ale też „więcej i lepiej”. Twórcy wyciągnęli wnioski z części pierwszej i postanowili wprowadzić sporo pomniejszych modyfikacji, przy czym prace cały czas trwają i zapewne jeszcze po premierze doczekamy się znaczących zmian (oby tylko na lepsze). W kreatorze wybieramy płeć, (pod)rasę (elfy, ludzie, krasnoludy, boscy, aumauanie oraz orlanie), pochodzenie, umiejętności, klasy (w sumie jedenaście) czy podklasy. Novum jest możliwość pójścia drogą dwuklasowości, co stwarza pełno nowych możliwości, ale czy pójdziemy faktycznie tą drogą, to zależne wyłącznie od nas samych. Można już teraz śmiało założyć, że doda to głębii rozgrywce i zwyczajnie ją urozmaici. A gdy do tego miksu dodamy jeszcze wspomniane podklasy dla każdej z klas, liczba kombinacji wydaje się zaskakująco duża.

W grach Obsidianu i ogólnie RPG-ach najbardziej podoba mi się to, że mogę wiele zadań wykonać na różne sposoby, niekoniecznie tylko za pomocą siły i nie tylko w głównych zadaniach fabularnych. Było to bardzo widoczne w pierwszej części Pillars of Eternity i tutaj wydaje się, że będzie podobnie. Już na samym początku za pomocą odpowiednich linii dialogowych decydujemy o wyborze rozwiązania, biorąc na klatę wszelkie konsekwencje tego wyboru. Same dialogi i możliwości (zależne od zdolności postaci) wydają się prezentować poziom pierwszej części, czyli wysoki standard utrzymywany przez Obsidian od wielu lat. Kilka półek wyżej niż np. Divinity: Original Sin (przynajmniej pierwsza część). Do gustu przypadło mi też nowe okienko dialogowe – bardzo schludne z jeszcze piękniejszymi portretami postaci. W samym interfejsie gra też zaliczyła kilka poprawek, raczej na plus.

Stronie audio-wizualnej nie można wiele zarzucić. Projekty lokacji to klasa sama w sobie, choć nie wszystkie są obszerne, to sam ich wygląd potrafi zaprzeć dech w piersiach. Zresztą po twórcach Pillars of Eternity nie spodziewaliśmy się niczego innego. Oprawa przeszła spory „lifting”, szczególnie widać to na różnego rodzjau efektach specjalnych czy modelach postaci, które mają znacznie więcej szczegółów niż poprzednio. Muzyka z kolei została ponownie skomponowana przez Justina Bella, który świetnie spisał się przy części pierwszej. I po usłyszeniu próbki tego, co ma do zaoferowania graczom w kontynuacji, jestem spokojny i o tę część. Utwory są utrzymanie w podobnym tonie, ale też dopasowanie do znacznie bardziej egzotycznego klimatu.

Nie zagłębiałem się szczególnie w betę, chcąc zostawić sobie odkrywanie zalet i wad (oby z przewagą tych pierwszych) w pełnej wersji, która nadejdzie już za parę tygodni. Jednak już teraz obcując z grą, można śmiało rzec, że zapowiada się kolejny bardzo dobry RPG i godna kontynuacja. Nie brakuje porównań, że Pillars of Eternity II: Deadfire będzie tym dla pierwszej cześci, czym było Baldur’s Gate II dla RPG-owego debiutu studia BioWare. Ile w tym prawdy, przekonamy się już w maju, ale po tym, co ograłem, jestem dobrej myśli!

Wrażenia z wersji beta zostały spisane dzięki uprzejmości platformy GOG.com, gdzie możecie nabyć trzy różne edycje Pillars of Eternity II (zwykłą, Deluxe i Obsidianową), a przy zakupie przedpremierowym otrzymacie dodatkowo Wasteland 2 Director’s Cut