facebook

Recenzujemy

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Skradanki to może nie jest jeszcze zupełnie wymarły gatunek, ale bez wątpienia odchodzący powoli do lamusa. Staje się niszowy i poza serią Dishonored coraz trudniej doszukać się ciekawszych tytułów z wyższej półki. Na szczęście trafiają się jeszcze mniejsze i nie mniej intrygujące perełki z tego gatunku pokroju Styxa czy właśnie recenzowanego przeze mnie Ghost of a Tale, który okazał się przemiłą niespodzianką.

Skłamałbym, pisząc, że czekałem na tę niezależną produkcję niewielkiego (bo w głównej mierze jednoosobowego!!!) studia SeithCG, która została ufundowana kilka dobrych lat temu na platformie Indiegogo. Szczerze mówiąc, niewiele wcześniej o niej słyszałem, a to był błąd, bo wyszedł – po przeciągających się latach pracy – wypiek co najmniej godny zerknięcia.

Ghost of a Tale jest mieszaniną kilku gatunków: skradanki (przede wszystkim), przygodowej gry akcji i RPG-a (kilka statystyków, system questów, zbieranie przedmiotów i wyposażenia oraz odblokowywania umiejętności naszego pupilka itp.) i najlepiej sprawdza się właśnie jako skradanka, których trochę może brakować na rynku, przynajmniej tych udanych. A do takich należy zaliczyć produkcję studia SeithCG.

Historia opowiada o losach niejakiego Tilo, który jest… mysim minstrelem. Zaczyna się ona od pobytu w więzieniu, z którego będziemy musieli jak najszybciej uciec, a następnie czmyhać w cieniu przed podejrzliwymi oczami wściekłych szczurów. Droga nie będzie usłana różami, ale w mrokach złowieszczego zamku Dwindling Heights Keep i jego okolic spotkamy inne, bardziej przyjaźnie nastawione postacie oraz wykonamy różnego typu zlecenia w trakcie poszukiwań wybranki naszego serca, Merry. Ot, ten średniowieczny-baśniowy klimat robi bardzo przyjemne wrażenie.

Struktura rozgrywki jest dość prosta. W grze jest niestety dużo tzw. questów-zapychaczy (zbierania różnych pierdół), ale pasujących do mysiego bohatera jak ulał. Pocieszeniem niech będzie to, że nie one stanowią podstawę rozgrywki, bo oprócz tego nie brakuje typowych dla tej mieszaniny gatunków etapów wymagających od nas zdobycia kluczy do zamków, rozwiązania zagadek środowiskowych, poskakania z platformy na platformę czy po prostu pogadania z napotkanymi NPC-ami (też zwierzętami) i wykonania dla nich zlecenia. Najciekawszą częścią jest oczywiście skradanie i uciekanie przed wzrokiem krwiożerczych przeciwników.  A jest to konieczne, bo nasz tyci bohater nie należy do siłaczy i większe od nas szczury szybko poślą nas do piachu (mimo że nasza myszka jest zwinna i skoczna). Szkoda tylko, że inteligencja szczurów nie należy do zbyt udanych i nawet jeśli zobaczą, że udajemy się w kierunku kryjówki i wskoczymy do niej, to nic sobie z tego nie robią, przez co rozgrywka staje się zbyt ułatwiona. Ale – dla równowagi – więcej przeszkód czeka nas w innej części rozgrywki. Ghost of a Tale jest bowiem grą zrobioną trochę w starym stylu, więc sporo spędzamy na błądzeniu i poszukiwaniu przedmiotów, jak niegdyś w takich tytułach, jak Duke Nukem 3D czy Dark Forces. Wymagana jest więc od nas spora cierpliwość!

Lokacje twierdzy są dość podobne, więc niektórzy mogą narzekać na małą różnorodność (choć uzasadnioną), ale im dalej, tym czeka nas więcej pięknych widoków. A trzeba przyznać, że Ghost of a Tale wygląda naprawdę dobrze (a mysz jest świetnie animowana!), zważywszy na fakt, że całość hula na silniku Unity. Użyty engine ma swoje wady pokroju wolno ładujących się poziomów (nawet na porządnym SSD) i spadków animacji w najmniej spodziewanych momentach, ale ogólnie od strony technicznej nie jest źle i gra działa nawet na słabszych kartach grafiki. No i przy niewielkim budżecie i zespole można było spodziewać się błędów, a jakże. Tych niestety nie brakuje (m.in. problemy z zapisem stanu gry, wyjściem z kryjówek czy upierdliwą niekiedy pracą kamery), ale gra jest cały czas łatana, więc powinno być tylko lepiej. Jeśli chodzi o dźwięki otoczenia i muzykę, to poza technicznymi problemami, jest w porządku – nie uświadczycie tu jednak nagranych głosów postaci, ale w końcu to niewielki tytuł za stosunkowo niewielkie pieniądze, nie można mieć więc wszystkiego. Na szczęścia ja jestem przyzwyczajony do tekstowych RPG-ów, więc nie przeszkadzało mi to wcale.

Ghost of a Tale to całkiem przyjemna i solidna produkcja, którą poleciłbym przede wszystkim fanom bardziej rozbudowanych skradanek. Całość robi jeszcze lepsze wrażenie, biorąc pod uwagę, że za jej wyprodukowanie odpowiada niejaki Lionel „Seith” Gallat, który wcześniej był animatorem takich hitów Dreamworks i Universal, jak Droga do El Dorado, Mustang z dzikiej doliny, Rybki z ferajny, Wpuszczony w kanał czy Lorax. I to, jak wygląda gra, zależy głównie od tego jednego człowieka, który potem wspomogło kilka osób przy tworzeniu tekstów czy dźwięku. Czapki z głów.

Gra Ghost of a Tale została zrecenzowana dzięki uprzejmości GOG.com