facebook

Recenzujemy

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Pyre to trzecia gra studia Supergiant Games, które dla wielu jest prawdziwym gigantem na rynku niezależnym. Każda ich produkcja wyróżnia się prześwietnym stylem artystycznym i nietuzinkowymi pomysłami. Nie mniej oryginalne jest Pyre, ale czy równie udane?

Jeśli mam być w pełni szczery, to sam nie podzielam tych ochów i achów w odniesieniu do poprzednich dzieł studia Supergiant Games. Owszem, lubię je, bardziej Transistor niż Bastiona, ale każda była dla mnie w mniejszym lub większym stopniu zawodem. Bastion okazał się zwykłą naparzanką w świetnej oprawie audio-wizualnej (włącznie z genialnym narratorem), ale poza tym nie był dla mnie niczym więcej. Transistor uwiódł mnie klimatem i bardziej pomysłowym systemem walki oraz po prostu ciekawszą fabułą, ale też czegoś mi w rozgrywce brakowało. Pyre jest jeszcze bardziej nietypowe, bo łączy powieść wizualną (ang. Visual novel), elementy RPG oraz… intrygującą grę sportową. Nigdy bym nie pomyślał, że takie połączenie może być dobre, a… jest dobre! Ale po kolei.

W Pyre trafiamy do pozornie kolorowej, pełnej ferii barw krainy. Pozornie, bo jest ona de facto czyścem dla takich wygnańców jak nasi bohaterowie. Ale i oni mogą odkupić swoje winy, biorąc udział w starożytnych pojedynkach 3 na 3. I tak zaczyna się nasza przygoda. Przygoda, która rozgrywką przypomina mi najbardziej podróżniczą część serii Banner Saga, podczas której trafiamy do rozmaitych lokacji, rozmawiamy z napotkanymi postaciami i bierzemy udział w najważniejszym – tzw. rytualnych ceremoniałach polegających na wrzuceniu swoistej kuli do płomienia ochranianego przez przeciwną drużynę. Fabularnie Pyre jest chyba najciekawszym tytułem studia Supergiant Games i historia, napisane dialogi, na które mamy rzecz jasna wpływ (wpływ mamy też na inne rzeczy), zachęcają do dalszej rozgrywki. Niechaj będzie ona tajemnicą – bo to sama przyjemność i grzechem byłoby zdradzać coś więcej poza jej zarysem. Do pełni szczęścia niektórym graczom może brakować polskiej wersji językowej, tym bardziej że Transistor takową miał (może kiedyś się to zmieni).

Równie istotną częścią jest gameplay, dość oryginalny, jak już wspomniałem. Twórcy już nie raz udowodnili, że potrafią połączyć elementy pozornie do siebie niepasujące tak, by do siebie pasowały. I tym razem ta sztuka im się udała. Drużynowe starcia wciągają od pierwszego momentu, odpowiednio dobieramy nasze postacie do określonych potyczek, wykorzystujemy ich różne umiejętności oraz manewrujemy nimi tak, by „spalić” mistyczną kulkę i wygrać z obozem wroga, tym samym poczynając kolejny krok ku wolności. Ot, swego rodzaju piłka ręczna z możliwością „wykończenia” przeciwników. Założenia są zatem dość proste i właściwa rozgrywka w dużej mierze też nie należy do najtrudniejszych (warto na marginesie wspomnieć, że ewentualna porażka nie kończy gry, ale ma na nią wpływ). Jeśli komuś mało, to oprócz fabularnego trybu Pyre oferuje również Versus, w którym walczymy albo ze sztuczną inteligencją, albo ze znajomym na jednym komputerze. Ech, jakże mi brakuje w grze sieciowej kooperacji lub nawet bardziej rozbudowanego trybu wieloosobowego. Podobno jest to coś, co rozważało studio, ale gra nie sprzedaje się szczególnie dobrze i może być trudno o to. Prawdopodobnie Supergiant Games skupi się po prostu na tym, co robią dobrze – kolejnej grze nastawionej na pojedynczego gracza z autorską wizją świata, oryginalną warstwą artystyczną i nietuzinkowymi rozwiązaniami.

Wizja Podświata jest fenomenalna, równie dobra, co krainy z poprzednich gier studia. Aż ciężko się rozstawać z przygodami naszych bohaterów po nawet kilkunastu godzinach zabawy. Mimo że rozgrywka – poza opisanymi wcześniej pojedynkami o wymiarze mistycznym – jest dość statyczna, to wciąga. Nawet bardziej niż seria Banner Saga, która niebawem doczeka się trzeciej części. A to duża zasługa nie tylko wyglądu wyokreowanego świata, ale też ciekawych bohaterów, dialogów i autentycznie nieziemieskiej warstwie audio-wizualnej.

Darren Korb znowu przeszedł samego siebie i ścieżka dźwiękowa zachwyca od pierwszych nut. Co prawda ciutkę wyżej stawiam muzykę z Transistor, to przygrywające utwory doskonale pasują do wizji gry. Nie gorzej zresztą prezentuje się szata graficzna – artystyczny styl zawsze był mocną stroną studia Supergiant Games i w tym przypadku nie mogło być inaczej.

Pyre nie spodoba się każdemu. To dość niecodzienny tytuł, który zachwyci tych, którzy szukają nietypowej rozgrywki i lubią po prostu dobre historie. Fanom gier studia Supergiant Games polecam bez namysłu – nie wiem, czy to nie jest ich najlepsza do tej pory produkcja. Choć może to być po prostu kwestia gustu, bo przyznam, że najbardziej przypasowali mi klimatem i mechaniką rozgrywki. Prawdę mówiąc, trudno mi się doszukać w grze szczególnych wad. Jest ona dopracowana w najmniejszym calu, nie wymaga sprzętowego potwora, a fabuła wciąga od pierwszych słów. Część sportowa może pozostawiać lekki niedosyt i chciałoby się czegoś więcej niż tylko trybów Versus i również obecnego nowa gra plus odblokowywanego po skończeniu podstawowej kampanii. Ale poza tym jest to dzieło skończone, niemal perfekcyjne. Ot, jeden z najlepszych „indyków” ostatnich lat. Szczerze.

Gra Pyre została zrecenzowana dzięki uprzejmości platformy GOG.com