facebook

Recenzujemy

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Jesteście rozczarowani po premierze Need For Speed: Payback czy ta gra to dla Was jedna z lepszych odsłon serii? EA podobnie jak z Battlefrontem II musi zmagać się z krytyką fanów, którym nie do końca podobają się mikropłatności. Wiecie co? Przeszedłem nowego NFS-a bez konieczności kupowania czegokolwiek, może momentami było ciężko, ale nie zabiło to przyjemności z rozgrywki.

Payback to nie tylko wyścigi, bo EA postanowiło zrobić z tej gry coś na kształt filmowych Szybkich i Wściekłych i choć wiele osób narzeka na fabułę, nie popsuła mi przyjemności z jazdy odpicowanymi i piekielnie szybkimi furami. Jeśli nie podobały Wam się podobne wątki w poprzednich odsłonach NFS-a, twórcy mieli Was głęboko gdzieś (i dobrze), bo podczas gry mamy okazję wcielić się w aż trzech bohaterów! Każdy z nich posiada swoją własną specjalizację i inny styl prowadzenia pojazdu. Główna postać Payback, Tyler specjalizuje się w klasycznych wyścigach i to do niego przypisane będą najbardziej wypasione i najszybsze auta, Mac śmiga offroadowymi modelami, ale dzięki niemu pobawimy się też w drifcie. Zostaje jeszcze Jess, prawdziwa buntowniczka, która najlepiej radzi sobie podczas uciekania przed policją i kierowcami Familii.

Nie chcę zbytnio zdradzać fabuły, ale ciekawym zabiegiem twórców jest oddanie nam do dyspozycji, już na starcie, szybkich modeli BMW czy Nissana (klasycznego GT-R'a!) i... niezniszczalnego Koenigsegga Regera, który mknie przez Fortune Valley jak szalony. W skrócie, kradniemy auto, którym interesują się najgorsi z najgorszych. Taka informacja powinna Wam wystarczyć, bo choć sama fabuła nie jest specjalnie porywająca to zrezygnowano z "ziomalskiego" klimatu z poprzedniej odsłony. Widać, że całość wzorowana jest na serii Szybkich i Wściekłych, nie tylko ze względu na zamysł tej produkcji, ale i próbę usilnych żartów, które nie zawsze nas rozbawią - może to wina tłumaczenia i polskiego dubbingu? Czasami wieje mocno suchymi tekstami, które spodobają się zwłaszcza młodszym graczom.

Lubicie czysto zręcznościową rozgrywkę? Model sterowania nie uległ znaczącym zmianom, lecz wydaje się nieco prostszy, bo dużo łatwiej wejść w kontrolowany poślizg i wyprowadzić z niego samochód. Twórcy zresztą zachęcają nas by każdy zakręt pokonywać driftem. Sterowanie możemy dopasować częściowo pod siebie, ale jest to raczej zabieg kosmetyczny i nie zauważymy większej różnicy. Jest łatwo, przyjemnie i efektownie, i tak miało być, oczywiście bez mechanicznych zniszczeń samochodów, co to, to nie!

Niezależnie od tego na jaki poziom trudności się zdecydujemy, zresztą i tak nie czuć na jakim jesteśmy, gdy zbyt mocno oddalimy się od rywali, nagle zaczną siedzieć nam na ogonie. Jest na to jednak prosty sposób, jeżeli potrafimy dobrze się rozpychać, możemy im to skutecznie wybić z głowy, np. słupem, którego nie da się przewalić czy urwiskiem. To samo tyczy się policji i Familii, wyobraźcie sobie, że śmigacie najszybszym Porsche, a wciąż dogania was najzwyklejszy radiowóz. W tym miejscu trzeba nadmienić, że będziemy się ścigać z głównie z wirtualnymi przeciwnikami, w Payback multiplayer praktycznie nie istnieje.

Samochody (jest ich całkiem sporo) i fabuła to jedno, a miejsce, w którym spędzimy trochę czasu to drugie. Wirtualne miasto Fortune Valley jest nieco stylizowane na Los Angeles. Ghost Games nie ograniczyło się jednak jedynie do miejskich dróg, dodając tereny pustynne czy kręte górskie drogi idealne do driftu. Jednocześnie stale jesteśmy zachęcani do eksploracji miasta i okolic, w wolnej chwili możemy poszukać bilboardów do zniszczenia, żetonów, fotoradarów czy części wraków, których skompletowanie będzie skutkować stworzeniem całkiem fajnego auta. Coś Wam to przypomina? Mnie też... Forzę Horizon i kilka innych produkcji, jak chociażby Burnouta czy The Crew.

To, co wzbudza w Payback największe kontrowersje, to system ulepszeń (tuningu mechanicznego) oparty o losowe karty, które zdobywamy po wygranych wyścigach lub kupujemy za kasę. Szkoda, że zabiera to możliwość samodzielnego decydowania o tym jakie części zamontujemy w naszej wymarzone furze. O ile grę da się spokojnie przejść bez mikropłatności, o tyle znacznie utrudnione jest zdobywanie nowych aut. Jeśli chcemy zapełnić nasz garaż wymarzonymi krążownikami szos jesteśmy zmuszeni do ponownego przechodzenia tych samych wyścigów (nowych nie ma zbyt dużo) lub skorzystania z opcji mikropłatności. Niby single, a jednak free-to-play.

Na koniec zostawiłem sobie jeden z najważniejszych aspektów takiej produkcji, oprawę audiowizualną. Najnowsze dzieło studia Ghost Games jest wprost przepiękne, prezentując nam uroki Fortune Valley zarówno w dzień, jak i w nocy. Podczas gry zwiedzimy całą masę klimatycznych miejscówek, a w dodatku widoki możemy uchwycić przy pomocy wirtualnego aparatu i podzielić się zdjęciami z innymi graczami lub ze znajomymi. Swoje robi tutaj silnik graficzny Frostbite, który charakteryzuje się bardzo dobrą optymalizacją. Grałem na pececie z procesorem Intel Core i5 3870K, kartą graficzną GTX 1070 oraz 16GB RAM-u i niezwykle rzadko doświadczyłem spadków animacji, nawet na najwyższych ustawieniach.

Średnio wypada polska lokalizacja, której równie dobrze mogłoby nie być, podobnie jak dubbingu większości filmów w kinach. W pamięci nie zostanie nam też zapewne żaden utwór z soundtracku do gry, bo po pierwsze piosenki nie zawsze pasują do sytuacji, a po drugie są po prostu przeciętne i nie odpaliłbym ich później w aucie.

Need For Speed: Payback to produkcja, która pozostawi po sobie mieszane uczucia. Nie czuć tutaj może ducha NFS-a, ale rozgrywka jest bardzo przyjemna i dynamiczna. Szkoda, że EA ponownie raczy nas na siłę mikropłatnościami i rozwiązaniami znanymi z darmowych gier - przecież w momencie premiery ta gra nie była tania! Mimo wszystko, spędziłem w Fortune Valley kilkanaście godzin i z chęcią bym tam wrócił, gdyby Ghost Games zaserwowało nam jakikolwiek multiplayer.

Need For Speed: Payback do recenzji dostarczył polski wydawca, firma EA Polska.