facebook

Recenzujemy

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Przez lata czekałem na powrót do realiów II Wojny Światowej, muszę przyznać, że współczesne konflikty wojenne w grach już nieco mnie znudziły, chociaż z uporem maniaka przechodzę tryb single w każdej kolejnej odsłonie Call of Duty czy Battlefielda. Na szcześcię, Call of Duty: WWII wraca do korzeni i zarówno w trybie dla pojedynczego gracza, jak i w multiplayer możemy sprawdzić swoje umiejętności na froncie II WŚ.

Nie myślcie, że ta gra to produkcja dla najmłodszych, Sledgehammer Games pokazało nowym Call of Duty prawdziwe okrucieństwo wojny. Egzekucje na jeńcach wojennych, porozrzucane ciała, krew i cywile, którzy nie mają szans obronić się przed agresorami są tu na porządku dziennym. Ta gra momentami jest tak okrutna, że powodowała mój opad szczęki - zwłaszcza misja, w której odwiedzamy opuszczony obóz koncentracyjny, czegoś takiego dawno nie przeżyłem.

Kupujecie CoD-a tylko dla single? Ja miewałem tak kilka razy, bo na multi zawsze brakowało czasu. Tym razem jednak postanowiłem dogłębnie sprawdzić obydwa tryby. W kampanii jesteśmy członkami 1 Dywizji Piechoty, z którą po raz pierwszy spotykamy się podczas pamiętnego szturmu na plażę w Normandii w 1944 roku. 11 świetnie przygotowanych misji, podczas których przyjdzie nam pokierować losami niejakiego Danielsa z Big Red One, to przede wszystkim dynamika, akcja i kilka historycznych akcentów. 

Niby mamy do czynienia z luźno powiązanymi ze sobą misjami, a jednak Daniels nie jest w tej walce osamotniony, bo studio Sledehammer Games, odpowiedzialne za nowego CoD-a wprowadza element współpracy, niestety tylko pozornej. Jesteśmy jednak zmuszani do interakcji z członkami plutonu, chociażby po to, by skorzystać ze środków leczniczych, amunicji czy zwiadu. Mimo wszystko, spodobała mi się historia, która łączy losy wszystkich bohaterów, czujemy z nimi więź, a nawet przeżywamy konflikt między żołnierzami 16. Pułku wspomnianej wyżej Dywizji. 

Zapomnijcie o przypadkowości, nasi kompani są kuloodporni i bez naszej pomocy i tak nigdy nie wykonają misji. Podczas rozgrywki ciekawą odmianą od skradania się lub bezpośrednich starć z karabinem pod pachą są sekwencje, w których wcielamy się w pilota myśliwca, operatora czołgu, a nawet szpiega (już nie Danielsem), który musi zinfiltrować obóz Niemców. Ta misja przypomniała mi nieco słynne "Papieren, bitte!", bodajże z Medal of Honor. Takich misji, ściśle powiązanych z działaniami naszego plutonu, mogłoby być zdecydowanie więcej.

Jak na Call of Duty przystało gra to jeden wielki skrypt, który prowadzi nas od misji, do misji, aż do zakończenia. Nie odbieram tego jako minus, bo wyszedł z tego całkiem niezły film wojenny, pod warunkiem, że nie odrywamy się od głównego wątku i nie skupiamy się na poszukiwaniu pamiątek i innymi. Owszem, sceny potrafią być przesadzone, ale co z tego. Do tego dochodzą jeszcze sekwencje QTE, które często powodowały u mnie konieczność powtórzenia danego etapu.

Szkoda, że nie mamy do czynienia z nieco bardziej zaawansowanym silnikiem graficznym, widać że twórcy wycisnęli z niego co się da, ale animacje i efekty są po prostu poprawne. Plus za brak praktycznie jakichkolwiek problemów technicznych. Świetnie z kolei wypada audio, zarówno dźwięki jak i muzyka potęgują nasze spotkanie z okrucieństwem wojny. Mam trochę mieszane uczucia co do polskiej lokalizacji, z jednej strony dubbing jest naprawdę niezły (pomijając niektóre kwestie dialogowe), a z drugiej... chyba przyzwyczaiłem się do oryginału.

Przeglądając recenzje w sieci czy komentarze graczy natknąłem się na wiele negatywnych opinii na temat trybu multiplayer, który mnie naprawdę się spodobał. Rozgrywka jest skoncentrowana na nieustannej konfrontacji z przeciwnikami, mapy są niewielkie i tak naprawdę bez przerwy będziemy ginąć lub jeśli jesteśmy nieco lepsi, likwidować innych. Główny zarzut odnosi się do tego, że przez taką konstrukcję map praktycznie w każdym trybie czujemy się jak w DM-ie, mówiąc wprost, liczy się nasz refleks i odrobina szczęścia. Z racji, że nie skupiam się nigdy za mocno na innych trybach niż drużynowa rozwałka, wcale mi to nie przeszkadzało. Zasadnicza różnica w stosunku do innych sieciowych strzelanek to sztab na plaży w Normandii, który pozwala nam odblokowywać nowe wyzwania, wyposażenie, rozkazy, skórki i inne. Wiele osób powinno to zachęcić do dłuższego spotkania z wieloosobową rozgrywką CoD-a WWII.

Jak na Call of Duty przystało nie mogło zabraknąć trybu zombie. Kampania polega na odpieraniu kolejnych fal nazistów, wszystko w klimatycznej i mrocznej otoczce. Trzeba przyznać, że momentami robi się trudno i warto zadbać o odpowiednie wyposażenie. W tym trybie pewną ciekawostką mogą okazać się zagadki - jeśli ich nie rozszyfrujemy, nie dostaniemy się do kolejnego etapu.

To dobry rok dla osób interesujących się tematyką I czy II Wojny Światowej. WWII nie zawiodło mojego oczekiwania, zarówno w rozgrywce single, jak i multiplayer. Nowy CoD nie jest najlepszą odsłoną serii i  wydarzenia, które pojawiły się w kampanii już kiedyś widzieliśmy, ale tym razem otrzymujemy to w lepszej oprawie audiowizualnej. Mnie pasuje! WWII to gra po brzegi wypełniona skryptami, emocjonującymi scenami i okrucieństwem wojny. Widać nieco przestarzały silnik graficzny i sprawdzone schematy. Podczas gry nie zawiódł mnie praktycznie żaden element tej produkcji, ale to zapewne dlatego, że jestem fanem dobrego kina akcji, a jej tutaj zdecydowanie nie brakuje, oczekiwałbym jedynie nieco dłuższej kampanii i lepszego dubbingu w wersji polskiej.

Call of Duty: WWII do recenzji dostarczył polski wydawca, firma CDP (za pośrednictwem Koolthings).