facebook

Recenzujemy

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Segment rynku gier wideo poświęconych piłce nożnej jest od bardzo wielu lat zdominowany przez dwóch producentów i dwie marki. EA Sports i ich FIFA oraz Konami ze swoim PES. Marketingowo i sprzedażowo bezsprzecznie rządzi FIFA, ale Pro Evolution Soccer ma swoją stałą niszę fanów i nie odpuszcza serii “elektroników” ani na krok. W wersjach na rok 2018 pojedynek ten jest chyba jeszcze bardziej wyrównany, niż zwykle!

Zacznijmy nietypowo: od otoczki gry i jej licencji, gdyż jest to element, w którym PES najbardziej odstaje od FIFY. Próżno szukać tutaj filmowych, naszpikowanych gwiazdami reklam gry czy filmów fabularnych w trakcie rozgrywania kariery jednym graczem. Poza intrem nie ma tutaj absolutnie nic. Wielki ekran startowy z graczami Barcelony (co ciekawe, nieaktualnym już Neymarem Jr.), którzy są nienaturalnie dobrzy, szybcy i skuteczni, a poza nim długo długo nic. Interfejs i menu gry jest bardzo słabe, nieczytelne i kompletnie chaotyczne. Co gorsza - przechodzenie pomiędzy poszczególnymi ekranami jest okropnie wolne. Non-stop coś się doczytuje!

Brakuje, jak co roku, licencji na największe ligi i drużyny świata. Standardem w PES’ie jest to, że brakuje wielu lig, ponad połowy angielskich klubów, efektownej i przyjemnej zabawy z piłką podczas wczytywania meczu, ale… NO WŁAŚNIE. Skoro znalazły się pieniądze na wykupienie BARDZO WIELU licencji na BARDZO ZNANE utwory muzyczne, które kosztować musiały bardzo dużo pieniędzy, to zdecydowanie lepiej byłoby słuchać nieznanych, zróżnicowanych wykonawców, a za te pieniądze dostać więcej licencji na to, co w piłce nożnej jest najważniejsze. Cóż… jak mawiają fajni PES’a - i tak wkrótce pojawią się patche z aktualnymi, prawdziwymi nazwami, herbami i strojami. Tak czy inaczej minusem to będzie już zawsze.

Jeśli grasz lokalnie

Jeśli akurat nie masz dostępu do Internetu, lub po prostu chcesz zagrać w PES’a sam / z kolegą obok, to do Twojej dyspozycji oddane są:

  • Szybki mecz - chyba nie trzeba nic tłumaczyć?
  • Liga Mistrzów - w pełni licencjonowany tryb pozwalający rozegrać pełen turniej jedną z wybranych drużyn. Duży plus za klimat, choć bez licencji na drużyny i tak jest dziwnie.
  • Become a Legend - tryb, w którym tworzymy swoją postać i przeprowadzamy ją przez szczeble piłkarskiej kariery. Brak tutaj otoczki fabularnej znanej z FIFY, więc po prostu wybieramy drużynę, rozgrywamy spotkanie za spotkaniem, rozwijamy naszą postać i negocjujemy lepsze oferty. Gra się przyjemnie, ale bez konkretnego celu to trochę bieda.
  • Spotkanie losowe - nie jest to nowość, ale ciekawy tryb pozwalający na rozegranie spotkania (bądź ich serii) drużynami składającymi się z losowych, ale sprawiedliwie dobranych zawodników. Przed meczem mamy szansę podebrać 1 zawodnika z drużyny przeciwnika i zablokować jednego z własnych.
  • Master League - główny tryb solowej rozgrywki, w którym gracz wciela się w menadżera budującego swoją karierę w świecie piłki nożnej. Masa opcji, ciekawych propozycji, dużo usprawnień na rynku transferowym oraz klimat okołofutbolowego świata są naprawdę świetne! Aż miło!

Jeśli grasz online

Największą nowością będzie dla Ciebie opcja rozgrywania spotkań w trybie kooperacji! To, co już od dłuższego czasu genialnie sprawdza się w FIFIE, nareszcie zawitało do gry Konami. Tworzysz klan, przypisujesz do niego znajomych i już możecie rozgrywać wspólne mecz w dwu- lub trzyosobowych grupach. Spotkania 2v2 i 3v3 są zrealizowane świetnie, a system bieżącego oceniania każdego z graczy za dobre bądź złe zagrania jest ogromną motywacją do starań i gry zespołowej! Wielkie brawa.

Poza tym standardowe dywizje, w których rozgrywamy serie 10 spotkań o awans/utrzymanie w danej dywizji, aż na sam szczyt. Jest to miejsce w którym ja spędzam najwięcej czasu i niestety mam do niego pewne zastrzeżenie. Po pierwsze: długo trzeba czekać na wyszukanie przeciwnika, co zapewne ma też związek z niewielką liczbą graczy. Po drugie: skoro i tak należy czekać na swój mecz, dlaczego w tym czasie nie można ustawić swojej drużyny i jej taktyki! Dopiero gdy obaj gracze się połączą, dostępne stają się ustawienia taktyki. Słabooo.

myClub to z kolei odpowiedni znanego z FIFY Ultimate Team, czyli coś dla menadżerów i graczy lubiących rywalizację online w jednym. Budujemy w nim od podstaw swoją drużynę ściągając coraz to lepszych piłkarzy, zatrudniając odpowiednich trenerów i tocząc pojedynki z żywymi graczami w Internecie. Poza doborem najlepszych (odpowiednich naszemu stylowi) piłkarzy, należy również pamiętać o tzw. team spirit, czyli stosunkami pomiędzy poszczególnymi graczami. Tryb ten wymaga dużo czasu i zapału, ale satysfakcja ze skonstruowania wygrywającej drużyny jest wielka.

Czas wyjść na murawę!

Kiedy już wszystkie męki się skończą, przebijemy się przez wszelkie menusy i nareszcie znajdziemy przeciwnika - rozpocznie się prawdziwa zabawa. Mówiąc krótko: po wielu latach gry wyłącznie w FIFĘ, należy uczciwie przyznać, że rozgrywka w nowym Pro Evo jest dużo ciekawsza, przyjemniejsza i ogólnie rzecz biorąc po prostu lepsza niż w konkurencyjnej FIFA 18.

Bardzo fajne jest zachowanie piłki, zarówno w kontakcie z piłkarzami jak i sama murawą. Futbolówka zachowuje się przewidywalnie, ale nie nudno. Nie jest ciężka jak kamień i przyklejona do murawy. Potrafi fajnie odskoczyć (również przypadkowo), a wykonywanie kierunkowych przyjęć potrafi totalnie odmienić przebieg danej akcji. Strzały są bardzo soczyste i na całe szczęście nie są nadmiernie precyzyjne. Owszem, przy odrobinie wprawy, dobrym zawodnikiem niejednokrotnie uda się posłać celną bombę, ale na szczęście nie jest to reguła.

Bramkarze są mocni, choć czasem popełniają kuriozalne wręcz błędy. Cóż… taka jest w końcu piłka! Nie mogłem jednak wyczuć kiedy sterowani przez komputer piłkarze rozpoczną tzw. “wychodzenie na pozycję”. Z reguły robili to w zupełnie innym momencie, niż to sobie zaplanowałem, przez co zagrania prostopadłe często nie wychodziły. Samo zagranie dokładnej, prostopadłej piłki jest z kolei zbyt proste.

Przyczepić się należy również do zbyt liberalnych sędziów. Baaardzo ciężko w PES’ie 2018 o faul. Szkoda, bo stałe fragmenty są dobrze zrealizowane. Paleta wyboru możliwości rozegrania rzutów wolnych i rożnych jest satysfakcjonująca.

Oprawa audiowizualna to chyba najmocniejsza strona PES’a. Grafika w trakcie meczu jest bliska perfekcji. Niewiele bugów, genialnie wyglądający i animowani piłkarze, żywe i zróżnicowane trybuny, efektowne powtórki. Przemiło się na to wszystko patrzy. Moim zdaniem oprawa graficzna PES’a w trakcie meczu jest wyraźnie lepsza niż ta z FIFY.

Jeśli zaś chodzi o udźwiękowienie… komentarz w języku angielskim jest poprawny, aczkolwiek nie budzi większych emocji. Brakuje też wielu oficjalnych nazw klubów, przez co nie wszystkie z nich usłyszymy z ust duetu komentującego Trybuny niby żyją i dopingują, ale pod tym względem bardziej podoba mi się FIFA.

Muzyka z drugiej strony jest… zaskakująca. W nowym PES’ie usłyszeć możemy całą masę aktualnych, największych hitów radiowych. Fajnie to wszystko brzmi oczywiście, ale… po co? Po co wydawać aż tyle pieniędzy na licencje tak popularnych artystów, skoro przez menu i tak chcemy przebić się jak najszybciej i rozpocząć mecz! Niezrozumiałe.

Podsumowując - PES w wielu elementach jest wyraźnie słabszy. Długość wczytywania menu, kod sieciowy, wyszukiwanie przeciwników online czy brak licencji. To naprawdę sporo wad. Cóż z tego jednak, skoro w momencie najważniejszym dla gry w piłkę nożną - samym meczu - gra się w PES’a lepiej i ciekawiej niż w FIFĘ. Dla mnie - dużo lepiej! Tegoroczna odsłona Pro Evolution Soccer jest po prostu niesamowicie grywalna, a rozgrywanie kolejnych potyczek na PC to czysta przyjemność. Brawo KONAMI!

PES 2018 do recenzji dostarczył wydawca polskiej wersji - TECHLAND