facebook

Recenzujemy

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

 

Po sadze Baldur's Gate i pierwszej odsłonie Icewind Dale studio Beamdog wzięło na swoje barki zremasterowanie innego równie kultowego RPG-a, czyli Planescape: Torment. Jesteśmy dopiero co po premierze duchowego spadkobiercy, Torment: Tides of Numenera, więc jeśli nie mieliście jeszcze okazji zagrać w jednego z najwybitniejszych przedstawicieli tego gatunku w historii, to teraz, za sprawą nadchodzącego Planescape: Torment Enhanced Edition, będzie do tego najlepsza pora.

Powrót na miarę naszych czasów

Na wstępie pragnę rzec, że to nie będzie tradycyjna recenzja, bo trudno ocenić taką perłę teraz, po tylu latach od premiery. Zresztą powiedziano o niej już wszystko, co tylko się da, więc nie ma sensu powtarzać w kółko tego samego, że to m.in. najlepiej napisana historia w grach komputerowych. Skupię się więc na aspektach związanych z edycją odświeżoną, która niedługo trafi do sklepów.

Ale zanim do tego przejdę, nakreślę chociaż w skrócie, czym jest Planescape: Torment i czego należy się po nim spodziewać. Jest to tytuł pierwotnie stworzony w 1999 roku przez studio Black Isle, znane z takich przebojów, jak seria Fallout czy Icewind Dale. Głównym bohaterem opowieści jest Bezimienny, który odradza się po każdej śmierci, ale nie wie, dlaczego, bo stracił pamięć. Mimo ogranego motywu fabuła jest zdecydowanie najmocniejszą stroną gry. Mało która może pochwalić się takimi ścianami tekstu jak Planescape: Torment. Jest go zdecydowanie więcej niż np. w sadze Baldur's Gate, ale to jest właśnie ogromna zaleta, gdyż mamy do czynienia z RPG-iem innym niż wszystkie i choć Torment: Tides of Numenera uważany jest za duchowego spadkobiercę, to gry różnią się znacząco (choć oba mają ogromne ilości tekstu). Akcja recenzowanej produkcji przenosi się nas w objęcia mrocznego, skrywającego wiele tajemnic Wieloświata znanego miłośnikom systemu Dungeon & Dragons, na którym jest zresztą oparty Planescape: Torment (druga edycja). Gra została przedstawiona w rzucie izometrycznym, a walka odbywa się w czasie rzeczywistym z aktywną pauzą. Słowem podsumowania - jest to dzieło wybitne pod wieloma względami, w które po prostu grzech nie zagrać. Czy potrzeba lepszej rekomendacji?

Trzeba jednak zadać sobie pytanie, czy warto było odświeżyć prawdziwą legendę gatunku RPG? I tak. I nie. Tak, bo gra mimo wszystko się zestarzała i o ile do mechaniki da się przyzwyczaić, o tyle oglądanie grafiki na monitorach o wysokiej natywnej rozdzielczości może nie być zbyt przyjemnym doznaniem (gra powstała w rozdzielczości 640 x 480 pikseli). Czekaj, czekaj, zaraz ktoś napisze, że przecież istnieją darmowe fanowskie modyfikacje, które niwelują te niedogodności. I ma rację. Z tym, że nie wszyscy mają ochotę na bawienie się nimi i Enhanced Edition to produkt dla leniwych, którzy chcą po prostu włączyć grę oraz niczego dodatkowego nie instalować i ustawiać. Plus odświeżona edycja Planescape'a ma kilka atutów pokroju odmienionego i lepiej przystosowanego do wysokich rozdzielczości interfejsu, więc może jednak niekoniecznie tylko dla nich.

Zmiany i brak zmian

Baldur's Gate Enhanced Edition wzbudza mieszane odczucia. Z jednej strony studio Beamdog dodało sporo kompletnie nowej zawartości, odświeżyło grafikę, ale z drugiej – wraz z tymi zmianami doszły błędy, których nie miał oryginał. Na szczęście twórcy wyciągnęli wnioski i Planescape: Torment EE został potraktowany należycie i z szacunkiem – bez większych ingerencji, jedynie kosmetyka, która jednak znacząco i pozytywnie wpływa na odbiór gry.

Tym samym nie wprowadzono żadnych nowych poziomów trudności, dialogów, obszarów, zadań, członków drużyny, NPC-ów czy przedmiotów. I szczerze mówiąc nie było to potrzebne – dla mnie Planescape: Torment to gra KOMPLETNA i niczego takiego nie potrzebuje. Nie poprawiono też systemu walki i przerywników filmowych. Ten pierwszy może nie jest najmocniejszą stroną gry, ale przynajmniej jest taki, jaki był w grze z 1999 roku i naruszanie go mogłoby tylko niepotrzebnie zaszkodzić. Cieszę się też, że zostawiono oryginalne filmiki, bo pomimo że się okrutnie zestarzały, to nie chciałbym powtórki z Baldur's Gate Enhanced Edition.

Zapytacie, co w takim razie zmieniono? Poza wspomnianym zwiększeniem rozdzielczości, która zostaje ustawiona automatycznie (natywna naszego monitora) i udanym wprowadzeniem nowego interfejsu (jest podręczny i czytelny, a to chyba najważniejsze) doszło kilka poprawek i modyfikacji. Są to zdecydowanie zmiany na lepsze. Po pierwsze, zremasterowano ścieżkę dźwiękową Marka Morgana i słuchanie skomponowanych przez niego utworów jest jeszcze przyjemniejsze dla ucha. Po drugie, Chris Avellone, ojciec oryginalnego Planescape: Torment, czuwał nad projektem i uzupełnił grę o m.in. nowe wpisy w dzienniku. Wreszcie po trzecie i chyba najważniejsze – zaszły drobne zmiany gameplayowo-wizualne, które mają sprawić, że gra stanie się odrobinę bliższa temu,  co znamy z obecnych gier izometrycznych, a grafika stanie się po prostu czytelniejsza. Mowa o m.in. szybszym zbieraniu przedmiotów, poprawionym szukaniu odpowiedniej ścieżki przez sterowanych bohaterów, zablokowaniu i przybliżaniu kamery (jakość obrazu po przybliżeniu spada jednak na łeb, na szyję i radzę tego nie używać), skalowaniu wielu elementów do wyższej rozdzielczości i dodaniu obrysu sylwetek. Wszystko na plus poza obrysami, które nie do końca mi odpowiadają, bo przez nie postacie wyglądają nienaturalnie. Na szczęście to i wszystkie opcje dodane w wersji EE da się bez problemu wyłączyć w opcjach i można cieszyć się z gry tak, jak ją zaprojektowano w 1999 roku, tylko w wyższej rozdzielczości oraz z nowym interfejsem i odświeżoną muzyką. Co prawda mam drobne zarzuty do grafiki powyżej rozdzielczości 1080p. Niektóre czcionki – nawet po ich zwiększeniu – pozostają niezmienione i nieco małe (również postacie takie wrażenie sprawiają przy standardowym ustawieniu kamery), a i skalowanie w tym przypadku nie odbywa się bezboleśnie. W moim odczuciu 1920 x 1080 pikseli jest najbardziej optymalną rozdzielczością w Planescape: Torment EE. Niemniej jednak ostateczny efekt i tak jest niezły, jak na grę tworzoną z myślą o 640 x 480 pikseli.

Gra z wyłączonymi obrysami sylwetek

Gra z włączonymi obrysami sylwetek

Ponadto w grze można ustawić wyższy limit klatek na sekundę, a konkretnie 40 i 50 FPS, ale może to wpłynąć negatywnie na synchronizację obrazu z dźwiękiem, chociaż przy wartości przeznaczonej dla wersji EE (40 FPS) nie zauważyłem nieprawidłowości. Co więcej, nie było żadnych problemów z wydajnością, co było zmorą oryginału (szczególnie w efektownych potyczkach), więc posiadacze nowszych komputerów nie powinni zgrzytać zębami, że taka gra potrafi "zadławić" sprzęt. No i na marginesie można wspomnieć jeszcze o stworzonych przez Avellone'a osiągnięciach, które są dostępne przynajmniej na platformie Steam. To taki mały bonus.

Można ubolewać nad tym, że nie udało się dodać do Enhanced Edition modyfikacji Unfinished Business, ale twórcy konsultowali to między sobą i uznali, że to jednak niekanoniczna wersja gry i postanowili z niej nie skorzystać. Jeśli jednak modyfikacja zostanie zaktualizowana i będzie współpracować z Planescape: Torment EE, to studio Beamdog nie będzie miało nic przeciwko, żeby każdy zainteresowany mógł ją zainstalować. Wprowadzono za to część zmian, jakie przyniósł Fixpack autorstwa Qwinna. Przynajmniej tę część, która była zgodna z oryginalną wizją gry. Obecność Chrisa Avellone'a pokazuje, że studio Beamdog podeszło do odświeżonej wersji Planescape'a z odpowiednim nastawieniem. I to cieszy.

Podczas rozgrywki nie natrafiłem również na żadne warte wzmianki błędy, więc wydaje się, że Beamdog wyciągnęło odpowiednie wnioski po sytuacji z sagą Baldur's Gate. To na plus.

Co może zmienić naturę człowieka?

Aby się o tym przekonać, koniecznie, wróć - KONIECZNIE musicie zagrać w Planscape: Torment, czy to w wersji oryginalnej, czy właśnie odświeżonej przez studio Beamdog. Jeśli nie chcecie męczyć się z autorskimi modyfikacjami, np. podbijającymi rozdzielczość, to Enhanced Edition jest w sam raz dla Was. Odświeżony interfejs, dostosowany nawet do 4K, zremasterowana ścieżka dźwiękowa i kilka dodatkowych opcji, mających umilić nam czas spędzany przy grze, powinny być przekonujące. Według mnie dobrze, że nie poczyniono bardziej drastycznych kroków – może stosunkowo niewiele zmian nie usprawiedliwia w pełni ceny sugerowanej, ale nie da się ukryć, że za tę kwotę wciąż dostajemy jednego z najwybitniejszych RPG-ów w historii w najładniejszym wydaniu i trudno się z tym sprzeczać. Gra będzie dostępna w pełnej polskiej wersji językowej od 11 kwietnia 2017 roku na PC (Windows, Mac OS, Linux), a później także na urządzeniach mobilnych z systemami Android i iOS.

Planescape: Torment Enhanced Edition do recenzji dostarczył producent odświeżonej wersji gry, studio Beamdog.

Planescape: Torment EE możecie zakupić na platformach Steam czy GOG.com w cenie 19,99 euro (ok. 86 zł). Wersje na urządzenia mobilne mają kosztować połowę mniej.