facebook

Recenzujemy

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 


Gdy na początku 2002 roku mogłem obejrzeć pierwszą część ekranizacji Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkiena, byłem wówczas chyba najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Historię zawartą w filmie, jak i wiele innych z twórczości Tolkiena, znałem znacznie wcześniej, można powiedzieć, że fanem Brytyjczyka zostałem zanim to było modne. Sukces filmów spowodował istny szał na tle wszystkiego co związane z trylogią Władcy Pierścieni: kubeczki, szaliczki, gry planszowe, karciane i video, niestety te ostatnie nie miały szczęścia i niemal każda kolejna okazywała się gorsza od poprzedniej. Oczywiście przez tyle lat pojawiło się kilka niezłych i (jeszcze mniej) dobrych tytułów, jednak tak naprawdę żaden nie mógł się pochwalić „tym czymś”, co powodowało, że gracze i recenzenci byli naprawdę zadowoleni i rzucali się na kolejne pudełka z grą. Po tym nieco przydługim i mocno osobistym wstępie mogę śmiało powiedzieć, że czekanie dobiegło końca. Śródziemie: Cień Mordoru to świetna produkcja, która czerpie pełnymi garściami od najlepszych w branży, dodaje magię Śródziemia i dosypuje szczyptę nowości.



Historia i wprowadzenie

Głównych bohaterów jest w zasadzie dwóch, Talion - łowca i pewne widmo, duch, którego tożsamość poznamy w trakcie rozgrywki. Talion wraz z ukochaną żoną i synem zostają zamordowani podczas najazdu orków, jednak nasz bohater został obłożony paskudną klątwą, która zatrzymała go pomiędzy światem żywych i umarłych. Aby zaznać spokoju i połączyć się z ukochanymi musi zatem zdjąć klątwę, a zrobić to może tylko po trupach wrogów. Tak po krótce prezentuje się wstęp do historii Śródziemie: Cień Mordoru. W trakcie naszej przygody jednak nie skupimy się tylko na krwawej zemście na każdym napotkanym słudze Saurona, ale zawiążemy niezwykłe sojusze i spotkamy kilku starych znajomych. Historia jest na tyle zwarta i dobrze napisana, że z przyjemnością się w niej zagłębiamy.


Mordor jakiego nie znamy

Śródziemie: Cień Mordoru to gra z otwartym Światem, jednak niestety nie należy on do największych jakie przyszło nam zwiedzać w grach tego typu. Nie zawsze jednak ilość idzie w parze z jakością i chyba do takiego wniosku doszli również twórcy, studio Monolith, bowiem położyli nacisk na to, abyśmy mieli co robić przez naprawdę długi czas. Świat jest wypełniony licznymi zadaniami pobocznymi, wyzwaniami, zmieniającymi się wydarzeniami (związanymi z systemem Nemezis, o którym trochę później). Tutejszy Mordor to nieprzyjazne środowisko, ale nie można mu odmówić jego mrocznego uroku, który pochłania nas bez reszty, daleko mu do wyglądu choćby z „Władcy Pierścieni”.


Łowca i Widmo

Talion i jego kompan to prawdziwie niezwykły duet, o czym przekonamy się w trakcie rozgrywki niejednokrotnie. Nasz bohater może płynnie korzystać zarówno ze swoich zdolności, które posiadł za życia, jak i niezwykłych, które posiada dzięki Widmu. Tak też w najprostszej postaci wygląda rozwój postaci: mamy dwa drzewka, które rozwijamy, jedno poświęcone zdolnościom Łowcy a drugie Widma. Jednak Monolith, nawet w tak wydawałoby się klasycznej sprawie, potrafi dodać coś ciekawego od siebie. Bowiem w grze mamy aż trzy różne rodzaje „waluty” umożliwiającej nam rozwój postaci. Pierwsza to klasyczne doświadczenie, za które kupimy dodatkowe zdolności w drzewku rozwoju. Jednak doświadczenie nie zda nam się na nic jeśli nie odblokujemy kolejnych poziomów drzewka, co możemy uczynić jedynie przy pomocy drugiej „waluty” - punktów siły, które głównie zdobywamy za zabijanie wysoko postawionych orków. Trzeci rodzaj waluty to tak zwane Mirian, specjalne monety, które umożliwią nam rozwój naszego oręża, punktów życia czy mocy widma. Talion od początku do końca, niezmiennie korzysta z trzech broni: długiego miecza Urfaela, wyjątkowego sztyletu Acharn, oraz łuku Azkar. Za zabójstwa kapitanów możemy otrzymać runy, które umożliwią nam wzmocnienie naszego oręża. Maksymalna liczba run dla każdej broni to pięć, jednak najpierw trzeba je kolejno odblokować za Mirian, które możemy otrzymać za wykonywanie zadań dodatkowych, odszukiwanie zaginionych skarbów czy wspomnień. Muszę przyznać, że dawno nie spotkałem się z tak ciekawym, intuicyjnym, a jednocześnie satysfakcjonującym rozwojem postaci w grach akcji.


Ork to zawsze ork

Mordor jest w rękach sług Saurona, głównie Orków i Uruków, to jest już ich kraina, oczywiście możemy spotkać swego rodzaju „ruch oporu”, ale nie chcę za wiele zdradzać z fabuły. Niezmiennie, to głównie z Orkami i ich ulepszoną wersją, Urukami, będziemy się pojedynkować i, co tu dużo mówić, będzie krwawo i brutalnie czyli tak jak gracze lubią najbardziej. Orkowie to jednak nie bezmyślne bestie, mają łuczników, oszczepników, potężnych tarczowników, a przede wszystkim jest ich tam od ch..., straszenie dużo. Przewaga liczebna, zawziętość w walce, ale i zgranie, to tylko niektóre z cech naszych przeciwników. Oczywiście w mrokach Mordoru napotkamy również inne istoty, dzikie zwierzęta czy potwory zrodzone z ciemności, ale ich odkrycie pozostawiam już wam.


Tak tu się zabija

Wiemy czym i wiemy z kim, ale jak? Jak będziemy eksterminować sługi Mrocznego Władcy? Tu kolejna z przemiłych niespodzianek, Śródziemie: Cień Mordoru umożliwi nam nie tylko różne podejście do bitwy, ale da nam to tego również sporo narzędzi. System walki mocno przypomina ten, zastosowany w grach z serii Batman spod znaku Rocksteady i jest to jak najlepsza rekomendacja. Oczywiście został on dostosowany do możliwości i zdolności Taliona, a twórcy  także nie zapomnieli dodać od siebie drobnych usprawnień i modyfikacji. Podczas starć nie ma mowy aby nasi przeciwnicy dali nam choćby chwilę oddechu, a wciskanie jednego przycisku (jak w serii o pewnych Asasynach) skończy się dla nas bardzo tragicznie, już kilka uderzeń sprawia, że Talion pada na kolana i oczekuje na egzekucję, krótki QTE umożliwia nam jednak uniknięcie porażki i zapewnia powrót do walki, jednak każde kolejne takie QTE będzie coraz trudniejsze i krótsze.


Śmierć w wypadku naszego bohatera to jednak nie koniec, a w zasadzie może być nawet początkiem czegoś nowego, bowiem Ork lub Uruk który nas pokona automatycznie awansuje w szeregach swoich pobratymców i zostaje kapitanem, na którego możemy zapolować dzięki systemowi Nemezis. Oprócz klasycznych starć, Śródziemie: Cień Mordoru umożliwi nam przemykanie pomiędzy cieniami i mordowanie niczego nieświadomych Orków niczym uosobienie samej Śmierci. Jednak dopiero wykorzystanie wszystkich zdolności daje prawdziwą frajdę, cicha infiltracja obozu Orków, eliminacja łuczników, przygotowanie sobie miejsca ataku i szarża, gdy siły wroga zaczynają nas przytłaczać możemy się wycofać i zwabić dzikie bestie aby zajęły orków, lub zwabić ich do gniazd niebezpiecznych owadów i zaatakować ponownie zajętych ratowaniem życia sług „Władcy Pierścieni”.


Nemezis

Wspominałem już o systemie Nemezis, był to jeden z najgłośniej reklamowanych elementów przez twórców i wydawcę. Teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wiem już dlaczego. System Nemezis sprawia, że praktycznie każda rozgrywka jest unikalna. Podczas rozgrywki mamy możliwość, „przesłuchiwania” wybranych przeciwników, co umożliwia nam poznanie tożsamości oraz sił i słabości poszczególnych kapitanów w armii Saurona. Zabijanie ich może nam dać liczne korzyści i jest niemal niezbędne do rozwoju naszej postaci jak i samej fabuły, bowiem kapitanowie podlegają najpotężniejszym, a więc wodzom.


Cały system jest świetnie powiązany nie tylko ze sobą, ale z całą grą, praktycznie wszystkie elementy w pewien sposób mogą wpływać na układ sił w systemie Nemezis. Orkowie bowiem uwielbiają walczyć i rywalizować między sobą. Podczas specjalnych wydarzeń możemy również wpłynąć na sukces bądź porażkę kapitana, który planuje zgładzić innego, albo wzmocnić swoje szeregi poprzez polowanie czy sojusz. Tropienie orków i polowanie na nich może sprawić sporo frajdy, szczególnie gdy wybierzemy sobie „faworyta” i będziemy mu pomagać aby wspinał się po szczeblach kariery, aby wreszcie zgładzić go i zyskać więcej punktów siły. System Nemezis w połączeniu z innymi elementami powoduje, że w Śródziemie: Cień Mordoru można się bawić niemal bez końca.


Dzika piękność

Studio Monolith odwaliło kawał dobrej roboty jeśli chodzi o oprawę wizualną i dźwiękową swojej najnowszej produkcji. Muzyka jaką możemy usłyszeć podczas rozgrywki od razu przywodzi na myśl rewelacyjny, moim skromnym zdaniem, soundtrack z „Drużyny Pierścienia” czy późniejszych odsłon filmowej trylogii „Władca Pierścieni”. Mordor jaki możemy podziwiać przeraża i kusi, ale najpiękniejszy jest w burzową noc, gdy przemykamy za plecami niczego nieświadomych orków, a grzmoty zagłuszają naszą krwawą działalność.


Podsumowanie

Czekałem na to naprawdę długo, aby móc zanurzyć się w świat wykreowany przez J.R.R. Tolkiena, ale nie tylko ten znany z najsłynniejszych dzieł autora. Czekałem, aż ktoś odważy się wykorzystać świat Tolkiena i dodać coś od siebie. Studio Monolith podpatrzyło najlepszych w branży i wyciągnęło co tylko mogło im się przydać, jednocześnie ulepszając i modyfikując każdy „podpatrzony” element. Wykorzystali znane i rządne sukcesu (na tym polu) uniwersum i użyli swoich niezwykłych talentów, aby wszystko to zadziałało jak dobrze naoliwiona maszyna. Śródziemie: Cień Mordoru to gra na którą czekał każdy fan: Tolkiena, gier akcji, fantastyki i dobrych, wartych każdych pieniędzy gier.