facebook

Recenzujemy

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Czwarta odsłona przygód Nathana Drake'a jest dla wielu osób niedoścignionym wzorcem, któremu ciężko mają dorównać nie tylko konsolowe, ale i pecetowe produkcje tego typu. Umówmy się, praktycznie wszystkie części Uncharted były dla posiadaczy konsol grami idealnymi. Jak jednak seria radzi sobie bez bohatera, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić? Przecież Drake kiedyś musiał przejść na zasłużoną emeryturę!

Już na początku recenzji zdradzę Wam, że Zaginione Dziedzictwo nie pochłonęło mnie tak jak poprzednie odsłony serii, ale i tak nieco bardziej "damskie" przygody potrafią wciągnąć na kilka godzin i Lost Legacy nie będzie zdecydowanie tytułem jedynie do przejścia i zapomnienia. Najciekawsze jest to, że nie wymaga do uruchomienia podstawowej wersji gry i choć jest tak naprawdę "tylko" rozbudowanym dodatkiem - na przejście tej odsłony poświęcimy więcej niż na niejednego FPS-a. 

Skoro już oficjalnie pożegnaliśmy Drake'a, kim przyjdzie nam grać w Zaginionym Dziedzictwie? Niemniej charyzmatyczną i przebojową Chloe Frazer, która wraz z niejaką Nadine (duety w tej serii to nie pierwszyzna) wyruszają na poszukiwanie indyjskiego kła Ganesi - na boski artefakt poluje też Asav, który jak się pewnie domyślacie jest jednym z głównych oponentów. Podobnie jak ostatnia odsłona Uncharted niezwykle ważnym elementem rozgrywki jest współpraca między dwoma Paniami. Wcześniej mogliśmy je poznać jako twarde babki z ciętym językiem, a teraz z niewyjaśnionych (przynajmniej dla mnie) przyczyn stały się zadziwiająco łagodne.

Szkoda, że dopiero teraz Naughty Dog zdecydowało się na wprowadzenie sandboxowego modelu rozgrywki. To od nas zależy w jakiej kolejności będziemy wykonywać poszczególne zadania i przede wszystkim czujemy większą kontrolę nad losem Chloe i Nadine. Tutaj jednak trzeba zwrócić uwagę na pewną nierówność rozgrywki. Z jednej strony dynamika, z drugiej zdarzy nam się nieco przysnąć. 

Jak w uniwersum Uncharted wypadają Indie? Twórcy w końcu zdążyli nas już przyzwyczaić do epickich wręcz lokacji. Nie powinniśmy narzekać na monotonność krajobrazów, bo Indie to bardzo malowniczy, a jednocześnie różnorodny kraj i to co momentami zobaczymy, po prostu zapiera dech w klacie. Epickie wnętrza świątyń, rozległe, górzyste tereny i indyjskie slumsy - niczego nie brakuje. Od razu zauważymy wszystkie zalety silnika wykorzystanego już w Uncharted 4, w którym od razu w oczy rzuci nam się dbałość o szczegóły. Tak, to jedna z najpiękniejszych gier na PS4, przy okazji świetnie wykonana techniczne.

To wciąż stare, dobre Uncharted, w którym eksplorujemy, walczymy i poznajemy historie głównych bohaterek, nowinek jest w zasadzie niewiele i każdy fan Uncharted doskonale wie o czym mówię, chociaż nowość w postaci minigry z otwieraniem zamków przez Chloe od razu przypomni nam kilka innych produkcji. Nie zabrakło też nowych gadżetów i nieco lepszego zachowania wrogów, którzy być może są przewidywalni, ale nie głupi. Mimo wszystko nie warto stawiać na otwarty pojedynek, o wiele lepiej zakraść się i zabić wroga z ukrycia. Jeśli szukacie rozwałki, pograjcie w multiplayer.

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo mimo świetnego wykonania jest przystawką do głównego dania dla fanów serii. Owszem, bez Nathana Drake'a to już nie to samo, ale ten tytuł po prostu zasługuje na przejście. Krótka i przyjemna rozgrywka pozwoli nam jeszcze przez chwilą poczuć wyborny klimat Uncharted. Szkoda, że Naughty Dog dopiero teraz zdecydował się na elementy sandboxowe, które są niestety nierówne i nie każdemu przypadną do gustu.

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo do recenzji dostarczył polski oddział SONY PlayStation.