facebook

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 


Serii gier Diablo nie trzeba przedstawiać nikomu kto nie mieszkał przez ostatnie dwie dekady na księżycu. Reprezentant gatunku hack&slash podbił serca graczy na całym świecie, przyczyniło się do tego wiele elementów, takich jak choćby: rozwój postaci, system walki, tryb multiplayer i wiele wiele innych, a wśród nich ciekawe i mroczne uniwersum. Patrząc z perspektywy trzeciej części gry Diablo, aż trudno uwierzyć, że pierwsza i druga odsłona tytułu określana była jako dark fantasy. Obecnie twórcy gry ponownie zdecydowali się na poszerzenie uniwersum i przeniesienie go na inne media, nie tylko gry.

W świecie gry, zwanym sanktuarium, osadzonych zostało już wiele książek, również na polskim rynku ukazało się ich spore grono, chociaż niestety (podobnie jak w wypadku innych marek spod znaku Blizzard Entertainemt) sporo perełek jest wciąż niedostępnych w naszym ojczystym języku. Przy okazji premiery dodatku do Diablo 3 zatytułowanego Reaper of Souls, na naszym rynku, dzięki wydawnictwu Insignis, ukazała się najnowsza powieść osadzona w świecie sanktuarium: Nawałnica Światła autorstwa Nate'a Kenyon'a. Muszę podkreślić, że jestem dużym fanem uniwersum, szczególnie jego obrazu przedstawianego w powieściach. Jest to obraz mocno odmienny od tego przedstawionego w grach komputerowych, znacznie mniej heroiczny, skupiony na krwistych postaciach, mroczny, gdzie okazuje się, że demony często mogłyby się uczyć od ludzi okrucieństwa i przebiegłości.

Wstęp do historii

Nawałnica Światła Nate'a Kenyon'a to fabularny łącznik pomiędzy Diablo 3 a Diablo 3: Reaper of Souls. Jako, że powieść ma być wprowadzeniem do wydarzeń z Reaper of Souls, autor nie mógł uniknąć pewnych schematów, ani pozwolić sobie na zbyt dużą swobodę. Autor uczynił archanioła Tyraela wiodącą postacią, spajającą niemal wszystkie wątki i bohaterów powieści.. Tyrael co prawda nie jest już pełnoprawnym archaniołem, nie zmienia to jednak faktu, że ustanowienie tak ważnej i potężnej istoty jedną z głównych postaci sprawia, że powieść staje się bardziej pasująca do gatunku heroic fantasy niż jej bardziej mrocznej odmiany. Historia przedstawiona przez autora nie należy do najoryginalniejszych. Tyrael żyjąc pośród swych braci w królestwie niebios wyczuwa deprawujące ich oddziaływanie czarnego kamienia dusz, nie widząc innego rozwiązania decyduje się wykraść potężny artefakt z królestwa niebios. Najpierw jednak będzie musiał skompletować drużynę bohaterów, którzy mu w tym pomogą. W skład drużyny wejdą dobrze znane postacie jak: czarownica Shanar, barbarzynka Gynvir, Jacob ze Staalgardu, mnich Mikułow oraz mój prywatny faworyt nekromanta Zayl i jego niezwykły towarzysz Humbart. Tyreal i jego drużyna bohaterów niczym drużyna pierścienia albo raczej Avengers to coś, co już na starcie zaburzało mi utrwalony wizerunek powieści w uniwersum Diablo.

Bezzębny Diablo

Nate Kenyon choć bardzo starał się utrzymać mroczny, brutalny klimat świata, to nie za bardzo mu to wychodzi. Zagłębiając się w powieść narastać będzie w nas irytacja, bowiem znając już bohaterów a nawet poznając ich dopiero w „Nawałnicy Światła” wyczuwa się, że autor na siłę stara się tłamsić bohaterów, ich zdolności i możliwości, tak aby sprowadzić ich do roli przeciętnych, momentami płaczliwych i bezradnych śmiertelników. Niestety autor nie potrafił powołać do życia bohaterów, których spotykamy na kartach powieści, mimo iż większość z nich już znałem, to czułem jakby to były zupełnie obce mi charaktery. Choć to nie pierwsza powieść Kenyon'a w uniwersum Diablo a sam autor specjalizuje się w thrillerach i horrorach to w ogóle nie odczułem tego w „Nawałnicy Światła”. Oprócz słabej kreacji bohaterów uwagę należy zwrócić na naprawdę kiepskie, drętwe dialogi, miałem wrażenie, że niektóre kwestie są wciskane postaciom na siłę. Sama historia mimo wszystko może się podobać i wciągnąć, ale nierówne tempo powieści powoduje, że raz po raz autor, wydawać by się mogło, specjalnie wybija nas z rytmu mało wnoszącymi, nudnymi i chaotycznymi retrospekcjami i wizjami, najczęściej niezwykle irytującego Tyraela.

Pokaż pazur!

Siadając do „Nawałnicy Światła” Nate Kenyona towarzyszyło mi dziwne, narkotyczne uczucie powodujące, że choć świadom jej licznych braków przerzucałem kolejne stronice w nadziei na „to coś”. W oczekiwaniu na coś spektakularnego przerzuciłem 370 stron i niestety na nic takiego się nie  natknąłem. Największym atutem powieści są z całą pewnością liczne smaczki i nawiązania do wydarzeń zarówno z innych powieści jak i samej gry, gwarantuje, że każdemu sympatykowi uniwersum pojawi się uśmiech na twarzy, gdy w pamięci odszuka tamte chwile spędzone w Sanktuarium. Jak już podkreślałem sama historia też potrafi zaintrygować, choć w żadnym momencie nas nie zaskoczy, nie wywoła u nas też rollercoastera emocji.

O wydaniu słów kilka

Wydawnictwo Insignis przyzwyczaiło już nas do pewnego poziomu swoich wydań, poniżej którego nie schodzą i podobnie jest w wypadku Diablo 3: Nawałnica Światła. Za tłumaczenie blisko 370 stron odpowiada Przemysław Bieliński i trzeba przyznać, że swoją prace wykonał wzorowo, wszystko jest tu spójne, tłumacz nie starał się tłumaczyć wszystkiego co się tylko da, jak choćby nazw własnych, za co należą mu się słowa pochwały. W tekście zdarzają się bardzo nieliczne literówki i braki liter, ale zupełnie nie przeszkadzają w odbiorze treści. Cena ustalona przez wydawcę to 39,99 zł.

To wszystko

Jak tu podsumować i komu polecić „Nawałnicę Światła” Nate'a Kenyon'a? Polecić mogę niestety tylko największym fanom uniwersum, albo ludziom bardzo spragnionym czytania. Dlaczego? Bowiem najnowsza powieść w uniwersum wykreowany przez Blizzard Entertainment to co najwyżej dobrze wykonana rzemieślnicza robota. Autor nie poradził sobie z uniwersum, nastrojem, postaciami ani dialogami. Większość rzeczy jest co najwyżej poprawna, a największą zaletą są liczne smaczki, które docenią jednak tylko najwięksi fani serii Diablo. Niestety, ale podobnie jak trzecia odsłona serii gier komputerowych, tak i najnowsze powieści tracą swój blask i niepowtarzany klimat. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że następna powieść, podobnie jak dodatek do gry „Reaper of Souls” odwróci ten niekorzystny trend.