facebook

Felietony

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Szykuje się świetny rok dla fanów superbohaterów z uniwersum Marvela i DC, bo przecież w najbliższych miesiącach zmierzą się ze sobą Batman z Supermanem czy Kapitan Ameryka z Iron Manem, ale tego typu produkcji będzie znacznie więcej. Co jednak powiecie na… antybohatera, który wcale nie ukrywa swojego skrzywienia? Deadpool to mieszanka wybuchowa, która zmieni Wasze pojęcie o nieco przereklamowanych herosach. Nie chce zepsuć Wam przyjemności z oglądania, ale takiej dawki ironii na ekranie już dawno nie widziałem! Mr Pool rox!

Wade Wilson to kawał dupka, były żołnierz oddziałów specjalnych, który nie cofnie się przed niczym, byleby zarobić garść dolarów i dobrze się zabawić. Szemraną karierę najemnika przerywa druzgocąca diagnoza, nowotwór z przerzutami na praktycznie wszystko, co tylko można zaatakować. Jak na film, który w kinach pojawia się w okresie walentynkowym nie mogło zabraknąć typowo amerykańskiego wątku miłosnego i częściowej przemiany głównego bohatera. No dobra, Wade ani myśli zmienić swojego życia. Po wyjściu z kina spotkałem się z bardzo ciekawą opinią. Na początku projekcji twórcy karmią nas prześmiewczym klimatem, nazywając samych siebie popychadłami, przygłupami dla beki i idiotami, wprowadzając nas sceną, którą możecie zobaczyć w zwiastunie.

Później mała retrospekcja, w stylu dlaczego tak się stało i Deadpool jest Deadpoolem, nieco romantyzmu i tym podobnych, a później znowu jatka, latające głowy i rozmaślone ciała czarnych charakterów. Do czego dążę? A do tego, że niektórym może być później trudno wrócić na tory czarnej komedii.

Cięty język Deadpoola jest obecny dosłownie wszędzie i nawet w beznadziejnych dla niego momentach, potrafi sypnąć siarczystym tekstem, powodującym salwę śmiechu. Choć nie jest typowym mutantem i jego niezniszczalność spowodował rządowy eksperyment Weapon X, niczym nie ustępuje tym, którzy swoje umiejętności posiedli już od urodzenia. Jest trochę jak Szatan Serduszko z serii Dragon Ball, chociaż jego regeneracja nie przebiega tak szybko. Zaraz, zaraz, przecież Deadpool to antybohater, który raczej świata nie ratuje? Ani myśli pomagać staruszkom przejść na drugą stronę jezdni, choć pewna podstarzała towarzyszka zmodyfikowanego Wade’a też stała się nieodłącznym elementem tej wulgarnej układanki. Deadpool po mutacji nie przypomina już przystojniaka z Hollywood, stąd też jego czerwony strój, zakrywający całkowicie twarz - w tej wersji zdecydowanie ciężko będzie odzyskać ukochaną. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewien mutant z brytyjskim akcentem i niezbyt wyrafinowanym poczuciem humoru. Wilson poszukuje go, by odzyskać swój dawny wygląd i jak się pewnie domyślacie będzie niezła jatka! Trzeba przyznać, że czarny charakter zdecydowanie nie jest bez… charakteru, nie ma sumienia i pasuje do tej historii.

Tim Miller zalicza świetny debiut, a podniesienie kategorii wiekowej tej produkcji sprawiło, że Deadpool wprost ocieka wulgarnością i absurdami. Tak popierzonego filmu nie było od dawna, zwłaszcza jeśli chodzi o ekranizację komiksów Marvela. Twórcy żartują z czego tylko się da, nawet z poprzedniej roli Ryana Reynoldsa w Green Latern i Liama Neesona. Wade’owi jeszcze zanim został Panem Poolem przyśniło się, że uprowadził córkę córkę Millsa – małe nabijanko z mody na sequele i talentu rodzicielskiego Neesona. Owszem, na pewno pojawi się sporo zarzutów, że wszystko co najlepsze jak zwykle wciśnięto w zwiastuny, że humor jest bezbarwny i tani. Nic z tych rzeczy! Jeżeli chcecie odreagować po ciężkim tygodniu i brakowało Wam totalnego kinowego odjazdu, te ordynarne rozmówki i mocno przekolorowaną przemoc po prostu trzeba zobaczyć, no dobra, odrobiny seksu też nie zabraknie.

Gra aktorska (zwłaszcza cyniczny i romantyczny Reynolds), świetnie dobrana muzyka, totalnie pojechany humor, a nawet wytknięcie skąpstwa Panom z 20th Century Fox to mieszanka, która gwarantuje świetną rozrywkę. Deadpool to niemiłosierne zgrywanie się z popultury i bohaterów w obcisłych strojach, ale za to w jakim stylu! Boom headshot! A, to też dobre kino na Walentynki.