facebook

Felietony

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Lata 40. i 50. ubiegłego wieku to jeden z najbardziej owocnych okresów działań organizacji przestępczych, zwłaszcza tzw. cosa nostry. Królowały wtedy Rodziny założone głównie przez sycylijskich imigrantów, którzy wyruszyli do Stanów Zjednoczonych, by spełnić swój „amerykański sen”. Dzięki kontynuacji czeskiej produkcji możemy przenieść się w tamte czasy i stanąć po stronie bezwzględnego gangstera, dla którego życie bez zabójstw, prania brudnych pieniędzy, alkoholu i roznegliżowanych kobiet nie byłoby prawdziwym życiem. Witajcie w Mafii II, witajcie w Empire Bay! Jak gra zdążyła się zestarzeć po czterech latach od premiery?

Gangsterska sielanka

Akcja gry zaczyna się w 1943 roku, ale właściwa akcja ma miejsce dwa lata później, gdy okupujemy już Empire Bay, piękne miasto wzorowane na m.in. Chicago czy San Francisco. Jako Vittorio Antonio Scaletta, bohater narodowy, przekraczamy próg amerykańskiego chodnika, by przywitać się ze starym znajomym, Joeyem. Kumplowi się przytyło, niespodziewanie szybko się wzbogacił i opiewa w umiarkowanym luksusie. Tymczasem Vito dowiaduje się o rodzinnych problemach – długu, który pozostawił po sobie świętej pamięci ojciec. Nie pozostaje nic innego, jak pomóc siostrze i matce, przy okazji także sobie, wyjść z opałów. Pomocą dłoń wyciąga nasz dobry, ale znany z wybryków przyjaciel – Joe Barbaro. I tak oto pozornie niewinny, mający już wcześniej z policją na pieńku, obywatel wkracza na przestępczą, pełną rozgałęzień drogę. Jak na gangsterski tryb życia przystało, nie jest ona usłana różami – bohaterów dotykają kłopoty wszelkiej natury, są skazani na siebie na dobre i złe, razem tkwią w bagnie po uszy. Wspólnie też zabijają z zimną krwią, przekupują niebieskich, bawią się w grabarzy (pamiętacie tę słynną scenę z „Chłopców z ferajny”?), aż w końcu pakują się w ogromne tarapaty. Kto mówił, że będzie łatwo? Szybszy sposób na wzbogacenie się i zdobycie szacunku Rodzin nie zawsze jest najlepszym wyjściem, o czym zresztą przekonuje się na własnej skórze Vito. Nie wypada zdradzać szczegółów, ale uwierzcie – zwrotów akcji nie brakuje. W tym kilka umiarkowanie mocnych, choć należy przyznać - dość oklepanych.

Fabuła niewątpliwie jest jedną z największych zalet Mafii II. W końcu autorzy położyli największy nacisk na ten element. To ona miała być głównym motorem napędowym produkcji. Właśnie historia sprawiła, że pierwsza część gry stała się tak popularna i uwielbiana przez graczy. Miało się wrażenie, jakbyśmy oglądali dobry film gangsterski. Tu efekt jest podobny, choć już nie tak satysfakcjonujący i trzymający w napięciu jak osiem lat temu.

Chłopcy z ferajny

W grze jest znacznie więcej „drugoplanowców” niż w poprzedniczce. Oni wszyscy razem tworzą niesamowity klimat gangsterskiego światka z lat 40. i 50. XX wieku. Wprowadzają do rozgrywki trochę humoru, trochę powagi – wszystko zostało wyważone w idealnych proporcjach. Jednocześnie wiąże się to z tym, że nie jest tak barwnie jak w wybranych odsłonach GTA – po prostu nie ma tutaj żadnej mowy o przejaskrawieniu postaci rodem właśnie z wybranych produkcji Rockstara. Ale tutaj nadrobiono to dialogami, które są zaiste majstersztykiem przez duże „M”! Atmosfera, kreacja gangsterskiego półświatka, bohaterowie są co najmniej na poziomie pierwszej Mafii, a pod niektórymi względami sequel przebija pierwowzór!

Nie taki sandbox, jak go malują

Mafia II, wbrew błędnemu tokowi myślenia i oczekiwaniom niektórych graczy, nie jest kopią serii Grand Theft Auto, co za tym idzie – nie jest też sandboksem czystej krwi. Tradycji stało się zadość i „dwójka” pod względem charakteru rozgrywki jest jak najbardziej wierna oryginałowi. Mimo że do naszej dyspozycji oddano dość sporych rozmiarów miasto (nieco większe niż to z „jedynki”), to swoboda w dziele 2K Czech jest względna, a wolność – ograniczona. Tutaj mamy do czynienia z liniową grą akcji, naszpikowaną naprawdę porządnie zrealizowanymi, acz robiącymi wrażenie tylko za pierwszym razem skryptami, do której „przyczepiono” miły dodatek w postaci otwartego obszaru, gdzie poruszamy się głównie w najlepszych samochodach wzorowanych na tych z tamtego okresu. Co również istotne, pozbyto się praktycznie misji pobocznych (są raptem dwie, które tak naprawdę trudno nazwać „misjami”), jak również nie możemy w każdym momencie podróżować po mieście bez zawiązania smyczy, tj. narzucenia określonego celu (zdarza się, że wtedy misja kończy się niepowodzeniem bądź zostajemy poinformowani i nawróceni do skupienia się na zadaniu).

Jak powszechnie wiadomo, fani GTA i innych sandboksów pełną gębą mogą być nieco zawiedzeni. Prócz m.in. możliwości wypicia drinków i zjedzenia posiłku w barach, okradania sklepów z bronią czy ciuchami niewiele tu do roboty. Są jeszcze Playboye ze skąpo ubranymi panienkami (warto nadmienić, że niektóre do zdobycia tylko w określonych rozdziałach) oraz listy gończe, których szukanie wydłuża minimum dwukrotnie czas rozgrywki, lecz możliwości nadal tu zbyt mało.
Można mieć oto pretensje do twórców, że nie wykorzystali potencjału drzemiącego w grze. Zwłaszcza że miasto w Mafii II zrealizowano genialnie - przejazd nocą w lekkiej śnieżycy po prostu zniewala z nóg. Choć piękne, to ile razy można zwiedzać te same uliczki? Nawet jeśli model jazdy jest niesamowicie satysfakcjonujący (dwa do wyboru: realistyczny i zręcznościowy, przypominający ten z „jedynki”) i czuć, czym kierujemy. Daje się we znaki jednak brak większej interaktywności z otoczeniem, jak również zachowanie NPC-ów pozostawia wiele do życzenia. Teraz, w obliczu GTA V, jeszcze bardziej czuć „archaiczność”. Mamy nadzieję, że Mafia III, jeśli kiedykolwiek wyjdzie (a wierzę, że tak), spełni w pełni pokładane nadzieje i stanie się sandboksem z krwi i kości. Tak jak wielu z nas oczekuje.

Bum, bum, myk, myk, czyli tak mi graj Mafio!

To, co czyni grę wielką, są zdecydowanie kapitalne przerywniki filmowe (niektóre trwają nawet kilka minut!) – zachwycają nie tylko ilością, ale także jakością. Cała szata graficzna prezentowała w dniu premiery dość wysoki poziom, choć mogła wydawać się zbyt „przesłodzona” – świat ukazano w iście kolorowych barwach, jak na poruszaną tematykę. Jak gra wypada dzisiaj? Nadal w porządku, chociaż czuć już, że ma na karku ponad cztery lata, szczegółowość elementów otoczenia i liczba polygonów postaci już nie robią żadnego wrażenia. Szczególnie doskwiera "plastikowość" postaci i sterylność miasta, co w połączeniu ze specyficzną, ciepłą tonacją powoduje, że efekt nie każdemu musi przypaść do gustu. 

Jeszcze przyjemniejsze odczucia pozostawia ścieżka dźwiękowa, na którą składa się ponad 120 licencjonowanych piosenek, z „Let it Snow” Deana Martina czy „You can have her” Roya Hamiltona na czele, puszczanych w trzech stacjach radiowych (warto czasem posłuchać wiadomości, są interesujące wzmianki m.in. o Polsce). Do tego zamieszczono gratkę dla fanów – zawarto znane, charakterystyczne utwory z „jedynki”. Ale i nie na tym koniec, bo nie mogło zabraknąć klimatycznej muzyki, nagranej przez praską orkiestrę symfoniczną. Bez wątpienia najlepiej opracowana część składowa gry Mafia II.

Podsumowanie

Jest to sequel godzien tytułu „Mafia”. Dla tych, którzy wiedzieli, czego się spodziewają, to dobra gra, ale chyba nic więcej. Mimo paru lat, jakie minęły od premiery, gra wciąż trzyma się dobrze i bawi tak samo, jak w 2010 roku, ale niestety cierpi na spore uproszczenia, co z jednej stroni czyni z niej dość przystępną dla gracza, z drugiej – mało satysfakcjonującą rozgrywkę. Niemniej jednak, przed Mafią III, na którą bardzo czekam, zdecydowanie propozycja, jeśli nie do odrzucenia, to taka, której trudno się oprzeć.